Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darthmagik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darthmagik. Pokaż wszystkie posty

21:08:00

Mariusz "Darthmagik" Walczak - "Koszmar Michaela Knighta"

Mariusz "Darthmagik" Walczak - "Koszmar Michaela Knighta"
To już druga część trylogii o tym nierozpieszczanym przez los detektywie. To sto trzydzieści stron psychodelicznych przeżyć naszego bohatera trzymających ciągle w napięciu. 

"Opowieść bardziej psychodeliczna opowiadająca o szaleństwie, obłędzie i wszech panującym szepcie, bo przeklęte słowa potrafią niszczyć skuteczniej niż wystrzelony pocisk."

Autor zapowiadając Koszmar Michaela Knighta nas nie okłamał, bowiem mrok i zło przenika przez kartki z o wiele większą siłą, niżeli w części pierwszej. Szczerze pisząc, nie przypuszczałam, że można tak świetnie opisać obłęd człowieka, jego zmagania ze złem i ciągle przewijające się koszmary Knighta. 

Przy trylogiach, seriach jest zawsze jeden problem. Jeśli pierwsza część jest dobra, nie wiadomo czy kontynuacja będzie równie dobra, lub lepsza niż pierwsza część, jestem pewna, że zarówno autor jak i czytelnik się tego obawia. Darthmagik stanął na wysokości zadania i udowodnił, że ma talent do przelewania tworów swojej wyobraźni na kartkę papieru. 

Druga część jest mroczniejsza, ciekawsza, lepiej napisana, widać, że warsztat autora ulega ewolucji, widać starania, by zaciekawić czytelnika. 

Książkę przeczytałam niemalże jednym tchem, zrobiłam sobie tylko przerwę na kilka godzin snu i wróciłam do czytania. Powód jest taki sam, jak przy części pierwszej, historia od początku do końca jest pełna wydarzeń i napięcia, nie nudziłam się przez chwilę, co bardzo wiele dla mnie znaczy. Ogromne znaczenie w tej książce ma również nieprzewidywalna fabuła, momentami byłam pewna, że wydarzy się to i to, a działo się coś całkiem innego i za każdym razem myślałam Pric, nie męcz się, tej książki nie da się przewidzieć!
Co oczywiście mnie cieszy, książka, w której od razu znamy zakończenie jest nudna, nie już zapału ani ochoty na jej czytanie. 

Jedynym minusem tej książki jest to, że czytałam ją w wersji elektronicznej, bowiem papierową dostanę dopiero pod koniec miesiąca, ale dla każdego komu zależy na czasie, pieniądzach i jest przyzwyczajony do ebooków mogę polecić tą książkę już dziś, do kupienia tylko tutaj.  

Sama na spojlery spoglądam bardzo krytycznym okiem, ale muszę Wam napisać, że w tej części jest jeszcze więcej demonów, ogromna ilość niewyjaśnionych wydarzeń, kilka zagadek i bardzo dużo zła, a detektywa sponiewierają okropne koszmary, przez które strasznie gościowi współczuję.

Niełatwo jest mnie zadowolić, ale tu muszę i chcę przyznać jak najwyższą notę, bo książka jest naprawdę dobrą lekturą. Polecam jeszcze goręcej niż pierwszą część, choć powinniście sięgnąć po obie! 

Moja ocena: 6/6 

"Dlaczego szukasz jakiejkolwiek definicji, która ukształtowałaby ciebie? Jesteś
niewiadomą. To czyni ciebie wyjątkowym. Upadasz, a jednak idziesz dalej. Dławisz się
własnymi myślami, a jednak idziesz dalej. Nie jesteś bohaterem, który wplątał się w
odwieczną walkę między niebem a piekłem. To jest twoja osobista wojna. Pamiętasz te
słowa? Każdy ma własną apokalipsę, nic nie jest błahe, gdy dotyczy ciebie bezpośrednio."

~ Mariusz "Darthmagik" Walczak - "Koszmar Michaela Knighta", Rozdział II "Nadchodzi sztorm",Część IV "Obudź się, Michael"

Tylko u nas!
Recenzja pierwszej części trylogii o Michaelu - Klik!
oraz
Jedyny blogowy wywiad z Darthmagikiem - Klik! 

13:21:00

Mariusz "Darthmagik" Walczak - "Michael Knight"

Mariusz "Darthmagik" Walczak - "Michael Knight"
Książka autora, z którym mieliście już okazję się zapoznać dwa posty wcześniej, młodego i ambitnego faceta, który tworzy własny niebanalny świat i styl pisania. 

Michael Knight to pierwsza część trylogii opowiadającej o mrocznych losach detektywa żyjącego w ubiegłym wieku, w latach siedemdziesiątych, miasteczko Haven City, USA. 

Tempo zwalnia, zatrzymuje się i boom! Padają strzały, które odmieniają scenariusz. Tematyka szaleństwa, obłędu, zła mieszkającego w każdym z nas przewijają się w tle. Tu nie ma kryształowo czystych postaci, każdy ma swoje grzechy, każdy ma własną apokalipsę, a armagedon Michaela Knighta dopiero się zaczyna. Pierwsza część z trylogii właśnie się zaczęła!

Zapowiedź znajdująca się na okładce książki zachęciła mnie do czytania, bowiem rzadko czytam kryminały i sensacje, w ogóle do książki podchodziłam dość sceptycznie, ze względu na to, że znałam już kilka tekstów tego autora i szczerz mówiąc bałam się, że styl Darthmagika mnie przerośnie i kompletnie nie odnajdę się w tej fabule, ale na szczęście strach był irracjonalny, a fabuła jest wciągająca i nie pozwalająca odejść od książki chociaż na chwilę. 

Cała historia, cały koszmar zaczyna się od wizyty księdza, który do Knighta przychodzi ze zleceniem, rzecz tyczy się morderstwa, a nikt nie chce mieszać w całe zajście policji. Niedługo po wyjściu księdza detektyw słyszy strzał i tu, tak naprawdę zaczyna się właściwa akcja książki, co bardzo mnie cieszy, bo na rozwój wydarzeń nie musiałam czekać aż do ostatniego rozdziału książki, jak to ma miejsce w wielu innych książkach. 

Utwór pogrążony w mroku dosłownie i w przenośni, już sama okładka jest bardzo mroczna, Marta Drzymalska, która ów okładkę zaprojektowała wykazała się według mnie ogromnym talentem, mimo iż nie jest skomplikowana jest idealnym odzwierciedleniem zawartości książki. Osobiście ilekroć nie spojrzałabym na książkę uśmiecham się do okładki. 

Mrok w Michaelu przejawia się niemal na każdej zapisane stronie książki, niebezpieczeństwo czyhające na każdym kroku, narkotyk, który przenosi ludzi do innego świata, historyczna postać, która realizuje swój diabelski plan, a w tym wszystkim Knight, który nie wierzy, że wyjdzie z tego cało. 

Wulgaryzm książki wcale nie uwłacza jej świetności, nie odrzuca i nie odpycha, Darthmagik wręcz umiejętnie podkreśla wszechobecne zło i wcale nie przesadzam, bo zła i niebezpieczeństw jest co niemiara. 

Dla kogo mogę polecić Michaela Knighta? Dla każdego kto nie gardzi dobrą historią, napisaną niebanalnym stylem, dla każdego, kto lubi zatopić się w innym świecie i nie boi się wkroczyć do świata zła i nieznanych istot. 

Diament, który może nie jest do końca wyszlifowany, ale warty zapoznania się z nim. 
Moja ocena 6/6

„Każdy z nas miał własną apokalipsę, nic nie jest banalne, gdy dotyczy ciebie bezpośrednio.”

22:30:00

#1 Wywiad z Mariuszem "Darthmagikiem" Walczakiem.

Pierwsza notka w tym stylu, a mianowicie wywiad z Mariuszem Walczakiem, znanym bardziej w blogowej społeczności jako Darthmagik. Mężczyzna o ogromnej pasji pisania, z niebanalną wyobraźnią i fantastycznym piórem. Początkujący pisarz z głową pełną pomysłów, człowiek zmuszający do refleksji nad czytanym tekstem. Facet, który nie stwarza pozorów i jest sobą. 
(Warto wspomnieć, że Mariusz wydał już dwie swoje książki, obie, w formie e-booka do kupienia tutaj i tutaj)

Luthien: Jak to się zaczęło z tym pisaniem? Samoistnie sobie wymarzyłeś, czy po prostu ktoś Ci zaimponował i chciałeś iść w jego ślady?
Mariusz: W latach młodości pisałem do szuflady wiersze. Takie mało ambitne, które dzisiaj nikomu bym nie pokazał. Wena odchodziła, zamiast tego coraz częściej powstawały dłuższe teksty z prozą na pokładzie. Mogę powiedzieć, że musiałem dojrzeć do pisania w procesie ewolucji i dziś już wiem, że to co chcę robić.

Tak to jest, że do niektórych rzeczy trzeba dojrzeć. A jak to z Twoją weną jest? Masz na nią jakieś sposoby, kiedy odmówi współpracy na przykład wtedy, kiedy jesteś w trakcie pisania?
Nigdy problemów z natchnieniem nie miałem. Mam masę pomysłów i niekiedy prawdę mówiąc cierpię na zbyt duży natłok myśli. Mój sposób na utrzymanie tego w ryzach jest dość prosty. Systematyczność, codziennie chociazby po kilka linijek tekstu. Na ogół piszę do znużenia. Wtedy przerywam, bo wiem, że zmuszając siebie tekst będzie gorszej jakości, a ja się zniechęcę, a to nie jest dobra droga. Prawdę mówiąc pisanie jest żmudne, ciężkie, ale sprawia wiele frajdy.

Nie wiem, czy tak masz, ale ja czasami potrafię kilkukrotnie pisać jedną scenę, żeby w końcu wyglądała tak, jak ma wyglądać, a w efekcie tego wygląda jeszcze gorzej. Masz kogoś, kto sprawdza Ci tekst przed - w Twoim wypadku - wydawaniem?
Mój styl pisania na ogół wygląda prosto. Piszę daną scenę i o niej zapominam. Dopiero po ponownym czytaniu całości poprawiam ewentualne błędy i niedociągnięcia. Wtedy daję zaufanym znajomym do przeczytania i z opinii ich biorę ewentualne poprawki. Staram się trzymać też zasady, że lepsze jest wrogiem dobrego. Dlatego na siłę nie poprawiam tekstu.

To może teraz coś o inspiracjach. Masz jakieś ich źródło, czy po prostu bierzesz wszystko to, co piszesz z głowy?
Inspiracje? Ciężko na to odpowiedzieć. Dla mnie największym mistrzem pióra jest tragiczny Edgar Allan Poe, uwielbiam jego mroczne wiersze i opowieści, ale nie biorę z tego inspiracji. Raczej wszystko staram się brać z głowy. Mam masę pomysłów, nie wiem skąd, może intuicyjnie zapamiętuję jakieś szczegóły i gdy mam możliwość, wykorzystuje je.

W nawiązaniu do tego, co powiedziałeś - inspirujesz się mrocznymi wierszami, a i wydaje mi się, że trochę Twoje powieści tym "zalatują", choć brzydko to brzmi. Czarna okładka i mroczny opis o tym ("Poznać co to prawdziwa apokalipsa w świecie pełnym kurw, ścieków płynących po obu stronach ulic i apartamentów podwieszanych za chmury, gdzie pleśń przeżarła kręgosłup moralny".), o czym będziemy mogli przeczytać... Gustujesz w takich klimatach?

Parafrazując tekst piosenki; i was born in the arms of darkness. Uwielbiam mrok, ciemność. Lubię powieści przytłaczające grozą i nie oszukujące ludzi. Uważam, że na świecie jest dużo zła i trzeba go pokazywać, bo znając swojego wroga, można się przed nim uchronić. Dlatego piszę dosadnie, staram się pokazać drugą, demoniczną stronę człowieka.

Jesteś początkującym pisarzem, chyba tak to mogę nazwać. Masz za sobą premiery dwóch książek i o ile się orientuję, pierwszą wydano nie tylko jako e-book ale również w w wersji papierowej. Jakie to jest uczucie, kiedy wiesz, że to, nad czym trudziłeś się przez dłuższy czas ujrzy światło dzienne? Strach, ekscytacja?
Eksplozja pozytywnych emocji od wspomnianej ekscytacji po dziecinną radość w postaci podskaków aż pod sam sufit. To coś niesamowitego i tak samo będę podchodził jak już dostanę w swoje ręce drukowaną wersję mojej drugiej książki, bo i ona ujrzy światło dzienne w tradycyjnej formie.

Wydanie książki to marzenie wielu wielu początkujących pisarzy. Masz dla nich jakieś rady, w końcu trochę wiedzy na ten temat już posiadasz.
Wiem, że w dzisiejszych czasach jest i łatwiej i trudniej jednoczesnie. Łatwiej jest wydać książkę, ba można tego dokonać samemu przy nakładzie czasu i pracy. Być samowystarczalnym pisarzem bez wydawnictwa. Niby to mniej honorowa opcja, ale trudniejsza i bardziej satysfakcjonująca. Jednak z drugiej strony trudniej jest się wybić, ponieważ znacznie mniej osób czyta książki, a co dopiero kupuje. Jednak nie wolno się poddawać i trzeba iść do przodu.

I powiedziałeś o czymś, o czym chciałam wspomnieć. Coraz mniej osób czyta książki, z kupowaniem jest jeszcze gorzej. Masz jakieś domysły, dlaczego tak się dzieje? 
Jeśli mam być szczery i dosadny jak mój wykreowany bohater to powiem wprost. Uważam, że ludzie coraz mniej czytają, bo coraz mniej pragną wzbogacać się wewnętrznie. Niektórzy są wręcz ogłupiani przez telewizyjne programy serwowane im na co dzień i nie mają już w głowie miejsca na dobrą literaturę. To jest poniekąd smutne, no ale uważam, że trzeba z tym walczyć. Nie przymusem, ale pokazać, że książka, ambitny film to atrakcyjna rozrywka dla człowieka i duszy.

A mimo wszystko wiele osób mi wmawia, że czytanie to marnowanie cennego czasu, który można poświęcić na coś innego. Świat widocznie schodzi na psy, więc nie ma co wymagać od ludzi niemyślących chęci wzbogacania wiedzy. Moja siostra jest na etapie czytania "Małego Księcia", ale nie idzie mi jej do tego zmusić. Masz jakieś książki z dzieciństwa, które zostały w Twojej pamięci do teraz?
Nie mam takiej książki z dzieciństwa, która zapadła by mi w pamięć. Dopiero jako nastolatek zacząłem odkrywać ten świat książek dogłębnie. Nigdy nie zapomnę, gdy po raz pierwszy jednym tchem przeczytałem Ziemiomorze:Najdalszy brzeg. Coś niesamowitego. Lubię książki, które dają do myślenia i te, które nie kończą się ckliwym happy endem. Ta gorycz na końcu dodaje prawdziwości całej opowieści.

Wspomniałeś, że starasz się pisać codziennie, chociaż po kilka linijek. Masz z pisaniem związane jakieś "obrzędy"? Znaczy, bardziej rytuały, bo nie mogłam znaleźć słówka. Nie wiem, obowiązkowo kubek herbaty czy coś w tym stylu? 
W sumie nie mam czegoś takiego. Raczej to jest jakby ukłucie w jakiegos konkretne miejsce na ciele mówiące mi, że teraz właśnie powinieneś usiąść do pisania. Taka chęć, że właśnie ta pora w tym dniu będzie najlepsza. Wiem, że po pisaniu mam taki nawyk, że muszą włączyć grę i odprężyć. Przestać nadwyrężać szare komórki i dobrze się zabawić.

No to może już na sam koniec, co by Cię więcej nie męczyć: co powiedziałbyś osobie, która zastanawia się nad przeczytaniem Twojej książki, ale niekoniecznie wie, czy jej się spodoba. Jakieś słówko zachęty?

Historia Michaela Knighta to opowieść o człowieku, który przyparty do ściany nie cofnie się przed niczym, aby przetrwać. Jednak każdy czyn niesie ze sobą konsekwencję. Taka odpowiedź co każdy z nas by zrobił na jego miejscu. To nie legenda o rycerzu w lśniącej zbroi, a historia zwykłego człowieka, który chce przeżyć swój armagedon, bo tak jak bohater wspomina na początku; każdy ma własną apokalipsę, nic nie jest błahe, gdy dotyczy ciebie bezpośrednio.

No to zostaje mi podziękować za odpowiedź na te pytania, mam nadzieję, że nie zanudziłam :)
Ależ oczywiście, że nie. Miłe doświadczenie i również dziękuję :)

Blog Mariusza - tutaj.
Jak widać, jeżeli ktoś chce to potrafi. W imieniu całej załogi dziękuję za udzielenie wywiadu, a Mariuszowi życzę - w dalszym ciągu - chęci do pisania, weny, i - to chyba najpotrzebniejsze - morza wiernych czytelników.