Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Debiut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Debiut. Pokaż wszystkie posty

18:40:00

Erin Duffy - Diablica z Wall Street

Erin Duffy - Diablica z Wall Street
Podczas gdy inne dziewczynki marzyły o karierze lekarek i prawniczek, Alex Garrett zawsze wiedziała, że jako dorosła kobieta będzie obracać kapitałem akcyjnym przy słynnej Wall Street.

Kiedy w końcu udało jej się zatrudnić w Cromwell Pierce, jednej z najbardziej poważanych firm maklerskich Wall Street, wiedziała, że nic jej już nie powstrzyma - ani wędrówki na Bronx po parmezan warty tysiąc dolarów, ani "przyjacielskie żarciki" ani nawet niańczenie kolegi, który objada się słodyczami z automatu, podczas gdy na giełdzie padają rekordowe notowania. Pewnego dnia nadchodzi jednak apokalipsa, która zmusza Alex do zmian, na jakie nie była przygotowana...




Sięgnęłam po Diablicę dlatego, że chciałam odciąć się od tematyki przemocy i zawiłej psychologii, w którą wciągnęłam się w ostatnim czasie. Szukałam czegoś i... nagle wyrosła przede mną książka, którą mam przecież na swojej liście. A wpisałam ją tam dlatego, że sama chciałam być kiedyś Diablicą. Bo nie wiem czy wiecie, ale mnie też marzyło się Wall Street, kiedy wybierałam ekonomię.

Alex Garrett jest dziewczyną (właściwie młodą kobietą), która w wieku ośmiu lat postanowiła pójść w ślady ojca i zamiast prawa, medycyny, fryzjerstwa, fotografii czy co tam wybierały koleżanki - zająć się finansami. Po licznych wizytach w jednej z firm przy Wall Street, gdzie pracował wtedy jej ojciec - postanowiła zostać częścią tego świata.

Kończąc collage wybrała się na rozmowę kwalifikacyjną, gdzie zamiast pytań o sprawy finansowe padło na przykład takie, czy zaczyna wyciskanie pasty do zębów od góry czy od dołu. I zdała sobie sprawę, że Wall Street to coś więcej niż finanse - to ciągłe zabieganie, stale otwarte oczy, zawsze włączony telefon i dostępność dwadzieścia cztery na dobę.

Spełnienie jej marzeń.

Dostała tę pracę, bo jakżeby inaczej. Dostała reprymendę powitalną od szefa, który wydał się tyranem, stos ostrzeżeń przed zakazanym i obietnicę, że jeśli coś spieprzy - wyleci i o niej zapomną. Dostała kopa, żeby bardziej się starać. A zamiast biura... składane krzesełko. I spędziła na nim dużo więcej czasu, niż komukolwiek by się mogło wydawać...

O czym jest ta książka? O Alex Garrett. Młodej, atrakcyjnej kobiecie, która postanowiła wejść do świata mężczyzn, bardzo mocno się starać i stać się cholernie dobrą w tym, co robi. O życiu w biegu, na wysokich obrotach, początku kryzysu z 2008, który wszystkim dał się we znaki, o wytrwałości, ale i kobiecych słabościach. Bo przecież nawet w męskim świecie Alex wciąż jest kobietą.

Szukałam lekkiej i przyjemnej pozycji, babskiej, gdzie nie trzeba za dużo myśleć. Gdzie będę mogła się uśmiechnąć i trochę zapomnieć o tym, co jest dokoła. I dostałam to, czego się spodziewałam. To nie jest wybitna książka ani pozycja, której nie da się pominąć, jeśli chce się nazywać czytelnikiem - jasne, da się. Ja uznaję to za przerywnik w tym, co mnie ciekawi, żeby trochę się zrelaksować. I Wam, jeśli szukacie czegoś w tym stylu - polecam.

A na koniec Wam powiem, że zrobiłam dokładnie to co Alex, przez co zamknęłam tę książkę i szeroko uśmiechałam się jeszcze przez kilka minut. Piątka, Garrett! ;)

Moja ocena: 4/6

16:11:00

Jakub Żulczyk -,,Zrób mi jakąś krzywdę"

Jakub Żulczyk -,,Zrób mi jakąś krzywdę"
Autor: Jakub Żulczyk
Wydawnictwo: Lampa i Iskra Boża
Wydanie: III
Data wydania: październik 2011 (I wydanie: kwiecień 2006, II wydanie: czerwiec 2008)
Kategoria: proza polska
Liczba stron: 168 (III wydanie)


O tej książce dowiedziałam się, dzięki portalowi soup.io. Znalazłam tam stronkę poświęconą cytatom z różnych dzieł Żulczyka. Gdy tak przeglądałam fragment za fragmentem pomyślałam ,,Kurde, muszę mieć tą książkę. Ten facet świetnie pisze". I tak o to wybrałam się do jednej z księgarni i wzięłam w swoje chude łapki ostatni egzemplarz ,,Zrób mi jakąś krzywdę". Moją chęć kupienia tego debiutanckiego dzieła Żulczyka podsycił opis fabuły...


Dawid to 25-letni student prawa, w którego życiu nie może już wydarzyć się nic więcej. Wszystko jest ustalone. Poślubi jakąś koleżankę Swojej Byłej Kobiety. Ojciec podżyruje mu kredyt mieszkaniowy. Pójdzie do pracy. Spłodzi potomka. Po czterdziestu latach umrze. Ten scenariusz jednak rozpada się na kawałki, gdy spotyka uzależnioną od gier video piętnastolatkę, zakochuje się w niej i... postanawia ją porwać. To łamiąca serce historia drogi, w którą zaplątani są świadkowie Jehowy, polscy aktorzy porno, detektywi - paranoicy i nieletni anarchiści. Książka, która robi to, co wszystkie dobre książki - każe ci się na zmianę śmiać i płakać.

Książka mogła by się okazać banalna. Oto kolejna romantyczna powieść bez przesłania, której nie warto otwierać. Otóż nie! Warto, warto, warto! I mogłabym to sobie na czole napisać permanentnym markerem. Powinno się ją wziąć do rąk, otworzyć i  zacząć czytać, choćby po to, by dostarczyć sobie przyjemności. ,,Zrób mi jakąś krzywdę" jest właśnie jedną z tych książek, które czyta się dla przyjemności, zabicia czasu czy przeniesienia się w inne miejsce. Ale nie traktujmy jej jako bezsensownej powieści dla młodych dziewczynek. To książka, która opowiada o lęku przed dorosłością, o być może bezsensownej miłości, szaleństwie i pragnieniach, które płyną prosto z serca.

Żulczyk w swoim debiucie wykorzystuje to co potrafi najlepiej - ubarwia opisy idealnymi porównaniami, używa metafor, dostarcza nam świeżą dawkę ironii i sarkazmu. Wszystko łączy w całość co sprawia, że z pozoru banalnie romantyczna, sama maluje nam uśmiech na twarzy i jednocześnie niezwykle intryguje.

Powieści nie czyta się szybko, przynajmniej nie wydanie III, które zakupiłam, ale to jest jedynie plusem, ponieważ po jej skończeniu, czytałam ją po raz kolejny. Urzekła mnie. Urzekła mnie ciekawym tytułem, nadzwyczaj prostą, a równie intrygującą okładką, świetną fabułą. Jednak to co najbardziej mnie urzekło, to ta miłość jaką Dawid obdarza Kaśkę - jego piętnastoletnią Gamecube Girl. Sama jestem w wieku tej bohaterki i nie da się ukryć, że chciałam trafić między strony  i być tą dziewczyną.

,,Zrób mi jakąś krzywdę'' to zdecydowanie książka warta polecenia. Co już pisałam i mogłabym napisać jeszcze wiele razy. Może (ale nie koniecznie) rozczarować prostym, szablonowym zakończeniem. Mnie nie rozczarowało, ponieważ śmiem twierdzić, że do całej opowieści o młodym studencie i uzależnionej od gier nastolatce inne byłoby fatalnym błędem.

Na koniec mojej nieco subiektywnej recenzji, pozwolę sobie wkleić jeden, krótki fragment, który moim zdaniem częściowo oddaje ducha powieści.

,,To miała być historia drogi, rozpędzonej autostrady, wiatru, 
uśmiechówi potu. Ostatnia miłość w wieku niewinności,
 historia jak z perłowo-złotej płyty dvd, limitowana edycja życia."


Moja ocena  6/6

Edit: 
Widzę, że niektórych zniechęciła okładka :) A więc poniżej prezentuję poprzednie wydania i okładkę audiobooka.
  

Wydanie I
Wydanie II
Audiobook. Czyta Sokół.