Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Refleksja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Refleksja. Pokaż wszystkie posty

10:36:00

BOOK TOUR Kasie West - Chłopak na zastępstwo

BOOK TOUR Kasie West - Chłopak na zastępstwo


Autor:  Kasie West
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: lipiec 2016
Liczba stron: 400

Przez całe liceum Gia była typem szkolnej gwiazdy. A teraz miała jeszcze fajnego, starszego od siebie chłopaka, o którym tyle opowiadała znajomym, i wszyscy wreszcie mieli go poznać. Ale tuż przed balem maturalnym, podczas którego miała nastąpić prezentacja, już na parkingu, Bradley z nią zerwał. Jak on mógł? Jak mógł postawić ją w takiej sytuacji?! I co tu zrobić, żeby wyjść z twarzą?

Nagle Gia wypatruje w jednym z samochodów nieznajomego, a w jej głowie rodzi się sprytny plan. Przecież nikt nie będzie wiedział, że to nie Bradley, a ona nie okaże się kłamczuchą, która tak bardzo chciała mieć chłopaka, że go sobie wymyśliła…
Co jednak, jeśli przedsięwzięcie wymknie się spod kontroli? W końcu pomysł jest dość ryzykowny…
Skusiłam się na tę książkę dlatego, że chciałam wziąć udział w Book Tour organizowanym przez Martę (klik) przy współpracy z wydawnictwem Feeria Young. Dopiero później pomyślałam sobie, że... no cóż, chyba wyrosłam z "młodzieżowych książek". Ostatecznie w tej chwili jestem skłonna powiedzieć, że nieważne do jakiej kategorii zalicza się książka, ważne, żeby utworzyła się więź pomiędzy nią a czytelnikiem. Ale odkrycie, nie? :D
Czytając opis tej książki można by już wysnuć pierwszy wniosek na temat naszej bohaterki - pozerka. I może trochę, na początku... Albo, może powinnam tak powiedzieć. Ale, tak naprawdę, odebrałam ją w zupełnie inny sposób. Jest szkolną gwiazdą, ma trzy najlepsze przyjaciółki, faceta (w momencie, w którym ją poznajemy) już właściwie nie. I nagle staje oko w oko z nie-idealnym, zwłaszcza w zestawieniu z całym jej życiem chłopakiem, którego obsadza w roli zastępcy Bradleya. Swoją drogą, która z nas nie chciałaby takiemu typowi najzwyczajniej skopać tyłka? No, przyznajmy się teraz, a za chwilę wrócimy do tematu Gii. Każda by skopała!

A z drugiej strony są te jej "przyjaciółki", które doprowadzały mnie do szaleństwa chyba przez całą książkę. I miałam ochotę potrząsnąć Gią i zapytać jak może je nazywać w ten sposób. Może mam inną definicję przyjaźni, tak też mogło się zdarzyć. Generalnie chodzi o to, że one są cztery, w tej ich niby-paczce. Jedna wydaje się tą najlepszą, druga usilnie próbuje Gię z tej grupy wykluczyć, a trzecia... jest, ale jakby jej nie było. Na szczęście poznając Chłopaka Gia poznaje kogoś więcej niż tylko zastępstwo Bradleya i poza odkrywaniem przyjaźni, odkrywa też kim jest naprawdę, kim chce być. 

I chyba o tym właśnie jest ta książka. O próbie bycia lepszym człowiekiem, choć wszechświat czasem nie współpracuje. Może trochę o odkrywaniu w sobie złości i tego, że ma się do niej prawo. O rzucaniu kamieniami dla odstresowania, o pierwszym w życiu krzyku, o wyznaczaniu wartości, o tym, że o tej człowieka wcale nie świadczy popularność, ilość lajków czy twitów. 

I o tym, że przypadkowa propozycja może odmienić nasze życie. 

Przesyłając książkę dalej, bo takie są przecież zasady Book Tour'ów, pozwoliłam sobie dołączyć kartkę z życzeniem, by lektura tej książki okazała się równie pozytywnym zaskoczeniem jakie ja sama odnalazłam w niej podczas czytania. Bo może to nie jest mój gatunek, może wyrosłam już z okresu nastoletniego, a może nawet mogłabym powiedzieć, że ten okres w moim życiu przebrzmiał dawno temu, ale prawda jest taka, że... dobrze wiecie, jaka jest prawda. Rzadko ostatnio zdarzają mi się książki, w które mogę się wciągnąć. A w tę się wciągnęłam, mimo wielu zastrzeżeń, które mogłabym mieć zarówno do treści jak i formy. 

Fajna dla nastolatków. I fajna, jeśli chcecie przypomnieć sobie jak to było zaczynać przygodę z czytaniem. Bo podejrzewam, że właśnie wtedy takich książek czyta się najwięcej. Chociaż tak naprawdę, ona ma jakiś głębszy przekaz i są momenty, nad którymi można przysiąść i się zastanowić nad sensem tego, co się dzieje wokół nas. (choć nie składania to do refleksji nad sensem egzystencji, nie aż tak. bardziej chodzi mi o to, że pokazuje ona - jak chyba każda z tego gatunku - smutną rzeczywistość nastolatków) 

Polecam, jeśli szukacie czegoś lekkiego i chcecie się oderwać.
I stwierdzam jednocześnie, że następnym razem w Empiku zajrzę do działu z tego typu literaturą, bo czytało mi się ją fajnie. I naprawdę chciałam do niej wrócić! Trochę jak z serialem, o.

Moja ocena: 5/6  

15:18:00

Like Crazy

Like Crazy
Gatunek: Melodramat
Produkcja: USA
Premiera światowa: 22.01.2011
Reżyseria: Drake Doremus

Anna (Felicity Jones) jest młodą Brytyjką, która w ramach wymiany studenckiej przyjeżdża do Los Angeles. W koledżu poznaje Jacoba (Anton Yelchin). Ich znajomość szybko przeradza się w zażyłe uczucie. Zdawać by się mogło, że nic nie jest w stanie zakłócić ich szczęścia, jednak nieuchronnie nastaje dzień, w którym wiza Anny wygasa. Mimo tego dziewczyna postanawia spędzić z ukochanym jeszcze kilka dni. Na pożegnanie obiecują sobie, że niebawem się zobaczą. Żadne z nich jednak nie podejrzewa, że pogwałcenie przepisów prawnych uniemożliwi Annie powrót do Stanów Zjednoczonych... 

To nie jest nowy film. Być może duża część z Was już go widziała. Niemniej jednak ja trafiłam na niego stosunkowo niedawno (okej, kilka miesięcy temu) i do dziś pamiętam co czułam oglądając go. Nie chcę przedstawiać Wam tutaj samych nowinek - chcę przybliżyć Wam pozycje, które (moim zdaniem) są godne uwagi. 

Kolejny raz w tym roku pisałam pracę maturalną (choć sama już zapomniałam jak to było zdawać) i "Like Crazy" miało tam swoje pięć minut. A właściwie nie tyle film, co jego główna bohaterka - współczesna romantyczka. 

Większość z nas to kobiety. Większość z nas (kobiet) marzy (niektóre naprawdę skrycie) o wielkiej miłości. O odrobinie szaleństwa, która doda kolorów zazwyczaj szarej rzeczywistości. Anna ją znalazła. Poznała chłopaka, który okazał się ideałem - łączył w sobie cechy partnera, przyjaciela i kochanka. Brzmi jak bajka? Owszem, brzmi. Ale życie ma często swój plan. Kiedy wiza się skończyła, a ona postanowiła zostać z Jacobem kilka dni dłużej - przekreśliła sobie szansę na powrót do Stanów, który planowali przecież od samego początku... 

Samej sobie zadawałam pytanie dlaczego on nie pojedzie do niej. Dlaczego tylko ją odwiedza, zamiast wyprowadzić się, skoro tak bardzo ją kocha. Dlaczego ona nigdy go o to nie poprosiła. I zastanawiałam się, patrząc na nich, czy jej tak naprawdę zależy na nim, czy to tylko krok w kierunku tego american dream, który niewątpliwie nie raz jej się przyśnił. Nie wiedziałam.

Później mieli dość czekania. Zaczęli układać sobie życie na swój sposób, choć tylko ślepy nie zauważyłby jak bardzo za sobą tęsknią. Choć żyli osobno, z dala od siebie. Podzieliło ich wszystko. Połączyło uczucie. Na tyle silne, by ciągnęło ich do siebie, gdy nocy nie spędzali samotnie. On z kimś mieszkał, jej zaproponowano małżeństwo... 

To nie jest komedia romantyczna o pięknej i ckliwej miłości. To nie jest lekki film na wieczór, jakiego szukałam kiedy na niego trafiłam. To nie jest wyrysowana na czerwono, oprawiona w ramkę w kształcie serduszka historia nastoletniej miłości. To jest melodramat. O potędze uczucia. O emocjach, niełatwych. O niewłaściwych decyzjach, trudnych wyborach i próbie życia na swój sposób.

I ma na tyle zaskakujące zakończenie, że mimo iż widziałam ten film raz, kilka miesięcy temu, wciąż mam tę scena przed oczyma. 

Do dobrych filmów się nie wraca. Dobre filmy się zapamiętuje. 

Moja ocena: 5/6



17:17:00

Paulina Machnicka - Zagubiona

Paulina Machnicka - Zagubiona


Miłości nic nie może rozdzielić. Nawet śmierć.

Julia, dwudziestoparoletnia studentka – wychowanka domu dziecka - nie może pogodzić się ze stratą ukochanego. Nie dość, że była świadkiem jego wypadku, to jeszcze wszystko przypomina jej o martwym chłopaku. Najchętniej zanurzyłaby się w ciepłej kołdrze i nie ruszała w ogóle, ale są jeszcze na świecie osoby, które starają się jej pomóc – dwie koleżanki ze studiów i mama jej chłopaka.

Widzi ich starania, ale rozpacz przepełnia ją doszczętnie. W końcu nie zawsze miłość jest czymś, co zdarza się na co dzień. A szczególnie taka, która łączyła Julię i Micah. Bezpretensjonalna i szczera.

Refleksje Julii na temat tego, co jest dla nas ważne i jak bardzo można cierpieć popychają ją do czynu, który staje się dla niej wybawieniem.




Może to przez te oczy na okładce, może zaciekawił mnie tytuł, może opis... sama nie wiem. Byłam zaskoczona biorąc do ręki tę książkę, ponieważ byłam przygotowana na coś obszerniejszego, a tu nagle okazało się, że Zagubiona ma zaledwie osiemdziesiąt osiem stron. Godzina spędzona ze słowami pani Machnickiej, aż tu nagle... koniec.

Tak jak czytamy w opisie, Julia jest studentką, wychowanką domu dziecka, bardzo przywiązaną do mamy swojego chłopaka, Micah. Poznajemy ją w dniu urodzin, w momencie, kiedy pogrąża się w głębokim smutku po stracie ukochanego. W prezencie od niedoszłej teściowej dostaje pamiętnik, który poniekąd staje się jej azylem. Przez równe sześćdziesiąt dni zapisuje w nim słowa, kieruje je do nieżyjącego mężczyzny, zwierza się z uczuć, emocji i lęków. Z czasem też z małych, krótkich, jednak ważnych radości, jakie stanowią dla niej spotkania z przyjaciółkami. 

I więcej Wam nie powiem. 

Zastanawiałam się jak mam się zabrać za recenzję tej książki. Ze względu na to, że jest ona bardzo krótka, nie mogę powiedzieć Wam zbyt wiele, by nie zniechęcić Was do czytania spojlerem. Z drugiej strony - coś powiedzieć wypada. Więc może... sprawdźcie sami, o co w tym wszystkim chodzi. 

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkim tego typu książki mogą się podobać. Jest to dziennik, zapiski młodej, skrzywdzonej przez los dziewczyny, która nie potrafi pogodzić się ze stratą najważniejszej dla niej w życiu osoby. Co za tym idzie - pełno tutaj smutku i melancholii. Powiedziałabym, że moje klimaty. Nie dlatego bynajmniej, że lubię patrzeć na cierpnie innych, ale dlatego, że lubię zagłębiać się w psychikę bohaterów. Julię polubiłam chyba od początku. Dość szybko się do niej przywiązałam, bo dzięki tym słowom pisanym bezpośrednio "przez nią", byłam w stanie wczuć się w jej sytuację. 

Ze względu na tematykę Zagubionej nie powinnam mówić, że jest to lektura lekka i przyjemna, ale szczerze mówiąc... Poniekąd tak właśnie jest. I dlatego trochę się zawiodłam. Jak już wspomniałam na początku, spodziewałam się czegoś obszerniejszego, bo kiedy myślę sobie o utraconej miłości, wydaje mi się, że człowiek wtedy wspomina. Wspomina dużo i dużo chciałby zapisać, by nigdy tego nie zapomnieć. Czy nie tak się dzieje w większości wypadków? Zwłaszcza, że Julia, podobnie jak ja i pewnie wielu z Was, jest miłośniczką słów, autorką niejednego tekstu, a nawet własnej powieści, o której niejednokrotnie wspomina w swoich monologach do Micah. Dlatego, moim zdaniem, tę książkę można by rozwinąć, mocno rozbudować. Zamysł autorki był jednak taki a nie inny, książka jest dobra, tylko ja jako zapalony czytelnik, który trafił na coś, co tematycznie i językowo naprawdę do niego przemawia - po ukończeniu Zagubionej czułam się tak, jakbym właśnie skończyła czytać streszczenie.

Plus, jeszcze jedna sprawa... do samego końca czekałam na przełomowy moment w życiu Julii, kiedy wyjdzie z domu, pokona depresję, zacznie żyć... i jeśli chodzi o zakończenie - nie lubię przewidywalnych książek, ale tutaj, mimo że nie spodziewałam się tego, co się stało - chyba się jednak zawiodłam.

Mimo wszystko, jeśli macie chwilę, lubicie teksty naładowane emocjami, niekoniecznie do końca pozytywnymi, ale z całą pewnością bardzo silnymi - polecam Wam tę pozycję. Dużo czasu Wam to nie zajmie, a zawsze miło zapoznać się z kimś młodym, nowym na rynku, kto bardzo obiecująco się zapowiada.

Moja ocena: 3/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res. 



Zapraszam na fejsbuka :)

23:15:00

FILMOWO - "To Save a Life"

FILMOWO - "To Save a Life"




Gatunek: Dramat
Produkcja: USA
Premiera światowa: 5.11.2009
Reżyseria: Brian Baugh

Jake Taylor ma wszystko. Jest kapitanem drużyny koszykarskiej w swoim liceum, ma mnóstwo kolegów i najpiękniejszą dziewczynę w szkole. Roger Dawson jest jego przeciwieństwem i obiektem drwin. Dawniej Jake i Roger byli przyjaciółmi, jednak ich drogi rozeszły się. Osamotniony i zdesperowany Roger odbiera sobie życie na oczach Jake'a i innych uczniów. Wydarzenie to wstrząśnie Jakiem i sprawi, że zacznie on poszukiwać odpowiedzi na pytanie, czy mógł zapobiec śmierci przyjaciela. 





Mogłabym zrobić tutaj kopiuj-wklej z ostatniego postu, jaki pisałam, bo znów zacznę od stwierdzenia, że nie jest to nowy film. Co prawda premierę miał w 2009 roku, ale tak jak poprzedni, który recenzowałam nie trafił do polskich kin, przez co niezbyt wielu o nim słyszało. A szkoda. 

Film rozpoczyna się sceną pogrzebu. Nastoletni Jake Taylor stoi z boku pogrążony w zadumie, wsłuchując się w słowa pastora. Przez jego głowę przebiegają dziesiątki wspomnień związanych z przyjacielem z dzieciństwa - Rogerem, który zaledwie tydzień wcześniej, stojąc na szkolnym korytarzu, odebrał sobie życie.  

To wydarzenie sprawia, że Jake zmienia swoje życie niemalże o 180 stopni. W pierwszej kolejności zaczyna zastanawiać się, czy mógł temu zapobiec. W drugiej - w jego otoczeniu pojawiają się nowi ludzie, zupełnie inni od tych, którymi otaczał się przez ostatnie trzy lata. Wśród nich jest David - pastor, dzięki któremu Jake odważył się spróbować czegoś zupełnie innego niż imprez, treningów koszykówki i randek z Amy. Wybrał się do kościoła, na spotkanie młodzieżowej grupy wsparcia. Wbrew pozorom nie roi się tam od przekonań na temat istnienia Boga, jego ingerencji w życie ludzkie, czy czegokolwiek co z nim związanego. David zarówno Jake'owi, jak i innym młodym ludziom pomaga znaleźć odpowiedź na pytanie: co jest naprawdę ważne, a także w uświadomieniu sobie, jak wiele mają, choć nie zawsze są w stanie to docenić.

Nie jestem fanką filmów czy książek o tematyce religijnej. Nie jestem nawet osobą wierzącą, w związku z czym tego typu wątki pozostają dla mnie zazwyczaj dość odległe, nie zagłębiam się w tą tematykę. Dlaczego więc włączyłam ten film? Cóż, przez zupełny przypadek. (dobra wersja na yt, jakby ktoś chciał zobaczyć ;)) Następne pytanie: dlaczego go nie wyłączyłam? Tu przyznam, że nie wiem. Ale warto było poświęcić  te dwie godziny. Bo wbrew temu, co widzimy na początku - historia Jake'a to coś więcej niż poszukiwanie odpowiedzi na pytanie czy Bóg istnieje i dlaczego pozwala na to, co dzieje się na ziemi. Tak naprawdę "To Save a Life" opowiada o zmaganiach nastolatka z problemami charakterystycznymi dla wielu ludzi w jego wieku. Rozpad 3-letniego związku z najładniejszą dziewczyną w szkole, nieustanne kłótnie rodziców, które z czasem prowadzą do rozpadu ich małżeństwa, brak akceptacji życiowych wyborów ze strony przyjaciół. Aż wreszcie przychodzi czas, by zadać sobie pytanie: skupić się na sobie i spełnić marzenie czy zrezygnować i stać się odpowiedzialnym nie tylko za siebie? 

Nie chcę na siłę przekonywać Was, że jest to film wart uwagi. Część stwierdzi pewnie, że ten wątek Boga jest na tyle odrzucający, że nie warto oglądać. Część zrezygnuje na początku. Ale wierzcie mi na słowo - naprawdę warto wytrwać do końca. Gdybym miała określić tę produkcję jedynym zdaniem, powiedziałabym, że to dwugodzinna lekcja życia. Nie tylko dla bohaterów - dla odbiorcy również. I tutaj z całą pewnością sprawdza się powiedzenie, że nie warto oceniać po okładce. (czy raczej pierwszym wrażeniu :)) 

Moja ocena: 6/6