Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Grisham. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Grisham. Pokaż wszystkie posty

12:30:00

John Grisham "Oskarżony"

John Grisham "Oskarżony"


Theodore Boone jest uczniem gimnazjum w Strattenburgu, synem pary adwokatów, który o prawie wie więcej niż niejeden dorosły prawnik. Ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewał, to samemu zostać wrobionym w przestępstwo. Miało miejsce włamanie do sklepu komputerowego i kradzież sprzętu. Dowody jednoznacznie wskazują na Theo; w oczach policji jest głównym podejrzanym. Co będzie jeśli sąd uzna go za winnego? Czy spełni się wówczas jego marzenie – pójść śladami rodziców i w przyszłości zostać sędzią lub adwokatem? Zawieszony w prawach ucznia chłopak musi udowodnić swoją niewinność, nawet jeśli oznaczać to będzie złamanie paru przepisów. Ktoś celowo rozsiewa w Internecie informację, że Theo jest złodziejem. Jaki ma w tym cel? Co łączy te pomówienia ze sprawą oskarżonego o zabójstwo żony Pete’a Duffy’ego, który zniknął tuz przed procesem? Wydelegowany przez szkołę Theo miał właśnie przysłuchiwać się jego rozprawie z udziałem kluczowego świadka…


Po „Oskarżonego” sięgnęłam z prostej przyczyny – poprzednie książki Grishama przeczytałam na jednym wdechu i miałam nadzieję, że z tą też tak będzie, w końcu autor ten niesie za sobą pewną klasę, pewien styl, który zobowiązuje. Po przeczytaniu jestem jednak zawiedziona. Oczywiście „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” ale w tej sytuacji czarno to widzę.

Mamy trzynastolatka, syna dwóch adwokatów, dobrych w swoim fachu. Chłopak ten traktuje sąd jak swój drugi dom – zna wszystkich i wszyscy znają jego. Bo jak inaczej wyjaśnić to, że ot tak wchodzi na rozprawę, na którą nikt nie ma wstępu? Już to wydaje się dla mnie dziwne i nieco nierealne, no chyba, że jestem na tyle zacofana.

I mamy też napada na sklep, w który Theo zostaje wrobiony. Bo co, jego czapkę znaleźli? I ot tak, nawet jeśli on w tym czasie spał w swoim łóżku, w swoim domu, to jest podejrzany. A to może źle wpłynąć na jego zaplanowaną dokładnie przyszłość – chce być tym, kim jest tata/mama. Prosty, idealny scenariusz na napisanie książki. Może się wydawać, że tak. No chyba, że ktoś skiepści na całej linii, da opisy, które w ogóle nie przyciągają, doda kilku bohaterów, którzy nie wnoszą do historii niczego ciekawego, aczkolwiek są traktowani jak ci najważniejsi. Dajcie jeszcze rodziców zapatrzonych w syna, którzy jednak spędzają najwięcej czasu w swojej pracy.  No i – na Boga – pokażcie mi jakiegoś trzynastolatka, który boi się złamania zasad! (Wydaje mi się, że taki ktoś w ogóle nie istnieje, bo trzynastolatkowie to raczej dążą do tego, by łamać zasadę za zasadą, a nie wręcz na odwrót.) Ciekawi mnie również to, po co ta cała sprawa z Pete Duffy’m, skoro figurowała tylko na początku?

Mogło wyjść fajnie, ciekawie, interesująco. A wyszło – błazeńsko. Chęć była, zapał może też. Ale wszystko się zjadło gdzieś po drodze, niestety.

Moja ocena: 2/6


21:05:00

John Grisham "Prawnik"

John Grisham "Prawnik"
Autor: John Grisham
Wydawnictwo: Amber
Oryginalny tytuł: The Associate
Tłumaczenie: Krzysztof Bereza
Data oryginalnego wydania: 2009 rok
Data polskiego wydania: ok 2009 roku
Liczba stron: 320
Kategoria: thriller/sensacja

Drogi czytelniku, chciałbym Ci przedstawić Kyle'a McAvoya, głównego bohatera mojego nowego thrillera prawniczego [...] To młody absolwent Yale, któremu świat powinien paść do stóp - a tymczasem jego życie staje się koszmarem. Zmuszony szantażem do przyjęcia posady na Wall Street w najbardziej prestiżowej firmie prawniczej świata, Kyle staje się pionkiem w zabójczej grze koroporacyjnego szpiegostwa.


Kolejna książka wyżej wymienionego autora, a ja kolejny raz nie wiem, co mogę powiedzieć. Już przy pisaniu poprzedniej recenzji miałam zamiar powiedzieć, że styl Grishama niezmiernie mi się podoba. Pomimo tej prawniczej jadki, i czasem niezrozumiałego dla mnie słownictwa, nadal jestem pod wrażeniem. Ale od początku...

Kyle McAvoy może mieć wszystko. Ma dwadzieścia kilka lat, ukończył uniwersystet Yale i może zdobyć pracę, gdzie tylko chce. Już od dziecka interesował się tym zawodem, często pomagał swojemu ojcu, który miał własną, można by rzec, kancelarię. Ojciec jednak robił wszystko niemal za darmo, służył ogółowi, ludziom, którzy czasami nie mieli czym zapłacić za okazaną im pomoc czy zrozumienie. Ale on to rozumiał, po prostu nie lubił czerpać pieniędzy z tego, co sprawiało mu przyjemność - służenia ludziom, wykorzystywania swojej wiedzy w sytuacjach, które tego wymagały. Liczył, że Kyle, jego syn pójdzie w jego ślady, jednak... 

Nie zawsze wszystko zależy od nas. Czasem znajdujemy się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. A później rozmyślamy, co by było gdyby... choć nie ma to najmniejszego sensu. Tak było i tym razem. Pewnego dnia Kyle zostaje zaczepiony przez pewnego człowieka, który grozi mu, że jeżeli nie zrobi tego, o co go prosi, do sieci wypłynie pewien filmik, który może zniszczyć nie tylko jego życie...

Co zrobiłbyś, drogi czytelniku, gdyby od Ciebie zależało życie twoich przyjaciół, którzy powoli układają sobie życie? Czy byłbyś w stanie poświęcić swoje życie? Odważyłbyś się? Czy zwinął tak zwany ogon, zaszył się w przestronnym miejscu i liczył, że prędzej czy później przejdzie? 

Kyle wiedział jedno - zbyt cenił sobie swoich przyjaciół, by stracić ich przez jakiś durny filmik, który pokazywał ich życie jeszcze za czasów studiów. Nie mając innego wyjścia, zgadza się na bycie pionkiem, choć niesie to za sobą niezwykle niebezpieczne życie. Mężczyzna przez cały czas jest kontrolowany, na każdym kroku śledzi go ktoś, by dowieść samemu szefowi, że Kyle robi to, co zostało mu nakazane. Ci mężczyźni włamują się do jego mieszkania, podkładają podsłuchy na telefonie, komputerze, w niemal każdym pokoju montują kamery - mają na niego pogląd. A mężczyna traci swobodne do tej pory życie. Ma dobrze płatną pracę, ale co mu z niej, skoro ma kraść dokumenty, za co mogą go wyrzucić?

Z pomocną dłonią wychodzi mu przyjaciel, John. Kyle musi nieźle się nagimnastykować, żeby powiedzieć przyjacielowi to, co siedzi mu na sumieniu tak, by nie zostało to usłsyszane przez szpiegów. Ale organizm człowieka  nie może wytrzymać wszystkiego. Po jakimś czasie zacznie domagać się swoich praw - dłuższego snu, więcej dni odpoczynku.

W końcu odważa się i idzie do prawnika by wyjawić, co się dzieje. Do akcji wkracza FBI i...

No cóż, książka naprawdę mi się spodobała, zastanawiam się nad ściągnięciem filmu - podobno występuje w nim Shia LaBeouf (czy jak to się tam pisze :D) więc... Mogę polecić każdemu, kto lubi napiętą akcję aż do samego końca :)

moja ocena: 6/6 






21:25:00

John Grisham "Ława Przysięgłych"

John Grisham "Ława Przysięgłych"
Autor: John Grisham
Wydawnictwo: Amber
Oryginalny tytuł: The Runaway Jury
Tłumaczenie: Andrzej Leszczyński
Data wydania: 1996
Przybliżona data polskiego wydania: 2009
Liczba stron: moja 349
Kategorie: thriller/sensacyjny


Małe miasteczko w Missisipi. Wdowa po zmarłym na raka płuc nałogowym palaczu domaga się od koncernu tytoniowego ogromnego odszkodowania. Precedensowy proces cywilny wywołuje dużo emocji wśród prawników, lobby tytoniowego i na Wall Street. Wyrok w takim procesie można jednak ustawić - trzeba tylko starannie dobrać przysięgłych i zręcznie nimi manipulować, przeciągając w końcu na swoją stronę. Ale nikt nie podejrzewa, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami sądu, gdzie obradują. I kto naprawdę decyduje o werdykcie...

Po raz kolejny sięgam po książkę do tej pory nieznanego mi autora, i bynajmniej nie jest mi z tego powodu niedobrze, bo po raz kolejny trafiłam na kogoś wartego uwagi. Książka ta leżakowała sobie u mojej mamy na reagle a ja, z braku laku (i rozprzestrzeniajacej się nudy) pewnego wieczoru przy nim przysiadłam i znalazłam to...

Prawnikiem raczej nigdy nie zostanę, bo ogrom nauki, jaką trzeba w to włożyć skutecznie mnie od tego niebanalnego pomysłu odsuwa. Książkę tą jednak „połknęłam” za jednym razem, choć na początku stawiała mi skuteczne opory. Ale od początku...

Jak wszyscy doskonale wiemy, papierosy zagrażają naszemu życiu, czy tego chcemy, czy nie - to nieodwiązalna ich część. Palisz, później chorujesz. Oczywiście, jest szansa, jeżeli nie palisz kilku paczek dziennie, to masz szanse na dożycie starości... Ale jednak, fakty są niezaprzeczalne. 

Wdowa po Jacobie Woodzie idzie do sądu i wnosi sprawę przeciwko firmie Pynex, jednej z popularniejszych firm produkujących papierosy. Sądzi, że to właśnie przez nich jej mąż zachorował na raka, wskutek czego, umarł. Drapiemy się po głowach, myśląc, że  „przecież on, dorosły człowiek był świadom swoich czynów, wiedział, na pewno wiedział, że papierosy do zdrowych nie należą i jakieś kosekwencje wywołują.” Oczywiście, możemy mieć rację, odpalamy logiczne myślenie. Ale wdowa jest gotowa (a właściwie jej prawnik) dopiąć swego i wywalczyć ogromne odszkodowanie u przeciwnika.

Bo po dwóch stronach sądowej barykady stoją dwaj wrogowie - dwaj najlepsi prawnicy, wraz ze swoimi sztabami. Mamy również tytułową ławę przysięgłych, która dobierana jest w skrupulatny sposób tak, by wywalczyć odpowiedni werdykt w sprawie. Każdy ze szczęśliwców, którzy zasiadają w tej ławie są obserwowani, są im robione zdjęcia, a już podczas samego trwania rozprawy, żaden z prawników nie cofnie się przed zwabieniem kogoś na swoją stronę. W końcu walka wrze o miliony dolarów!

Mamy również tajemniczego przysięgłego, Nicholasa Eastera, który nie ma historii, a przynajmniej prawnicy nie mogą do niej dotrzeć, co już wprawia ich w osłupienie. I mamy również tajemniczą Marlee, która zaskakuje prawników każdego dnia. 

Jak mówiłam, prawnikiem nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę. Palaczką również - po przeczytaniu książki, uśmiechnięta od ucha do ucha podeszłam do Rodzicielki i zadałam jej proste pytanie: „Mamo, dlaczego po przeczytaniu tej książki nie rzuciłaś fajek?.” Jako świadkowie bowiem zostali powołani naukowcy, którzy solennie tłumaczyli, jaki wpływ na ludzkie życie ma nikotyna. I autor nie pominął niczego, by nas, czytelników o tym uświadomić. I ja mu za to dziękuję!

A książkę polecam, najmocniej jak tylko potrafię. Może na początku niezbyt wciąga (bo w sumie nie wie się, o co chodzi), ale w miarę postępu akcji, można się zatracić.

Moja ocena: 6/6

co myślicie o szablonie? nie mogłam się powstrzymać przed zmianą, ponieważ tamta zieleń kłuła mnie po prostu w oczy ;) a teraz... tak łagodnie się zrobiło, nie?