Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nina Reichter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nina Reichter. Pokaż wszystkie posty

19:42:00

Nina Reichter - LOVE Line

Nina Reichter - LOVE Line

Ach, Nina! 

Przy okazji trylogii Ostatniej Spowiedzi wspomniałam Wam, że mam do tej autorki ogromny sentyment. Od niej de facto zaczęła się moja przygoda z internetowymi opowiadaniami, przez nią swego czasu przepłakałam niejedną noc przed szklanym ekranem i - choć robiłam to na długo przed Spowiedzią - trochę dzięki tamtej właśnie powieści sama zaczęłam pisać (dłuższe formy). Kiedy myślę o tej autorce wciąż mam przed oczami Toma, którego kochałam tak bardzo całą sobą... 

Ale LOVE Line już takie nie jest. OS zawsze pozostanie dla mnie opowiadaniem pełnym emocji i choć gratulowałam Ninie nie raz oprawienia jej w okładkę, dla mnie zawsze pozostanie niedoskonałością publikowaną w sieci co kilka(naście) dni, spędzającą mi sen z powiek (dalej mam na laptopie folder z tamtą muzyką!). Dlatego też sięgając po LL rok (!) temu, ale również wracając do niej dzisiaj, miałam mieszane uczucia. Żeby nie powiedzieć, że ponownie złamane serce... 

Wiem, za dużo w tym wstępie emocji i sentymentów. Wybaczcie mi to, ale gdybym nie powiedziała tego na początku, moje odczucia względem LOVE Line byłyby niepełne. 

Bethany McCallum jest dziennikarką, której przyszło opowiedzieć o środowisku PUA - trenerów podrywu. Matthew jest nikim innym, jak byłym trenerem i pomysłodawcą audycji radiowej chwytającej za serce miliony Amerykanek - w tym, trochę przez przypadek, Beth. Poznali się przypadkiem, dawno temu, a następnie - przez jeszcze większy przypadek - trafili na siebie po latach. A później, przypadkiem... 


Wierzycie w przypadki? Z jednej strony trochę ich tutaj za dużo, z drugiej jednak LOVE Line nie jest schematyczną powieścią romantyczną rozciągniętą na 500 (!) stron, w tym o dwieście pięćdziesiąt za dużo (często mam takie odczucia w przypadku zbyt długich form). Nic z tych rzeczy. Gdyby sięgnąć po LL zaraz po OS da się zauważyć przeskok dojrzałości. To jest trochę tak, jakby na oczach czytelników dojrzał autor. Tworząc powieść już nie tylko dla młodzieży, wypełnioną nie tylko miłością, ale toną psychologii, ambicją i ideałami doroślejszymi niżeli w przypadku poprzedniczki. 

Czytałam tę książkę "na raty" i ilekroć sięgnęłam po nią ponownie utwierdzałam się jedynie w przekonaniu, że charakterystycznym dla autorki jest sposób przedstawienia postaci kobiecych - ich nie da się kochać. Są irytujące, podejmują decyzje, które rodzą pytanie "dlaczego!", ale wbrew pozorom, właśnie dzięki temu, są autentyczne i takie... ludzkie. 

Nie będę opowiadać fabuły, bo uważam, że warto zapoznać się z nią samodzielnie. A piszę o tej książce nie przez przypadek - już 25 października premierę będzie miała druga część LOVE Line, o której obiecuję opowiedzieć Wam wcześniej niżeli za rok :) 

Czytaliście?

18:14:00

Nina Reichter - Ostatnia spowiedź. Tom II.

Nina Reichter  - Ostatnia spowiedź. Tom II.


Kontynuacja bestsellerowej powieści Niny Reichter. Pełna napięcia, romantyczna opowieść o miłości w szponach show-biznesu. Poznaj tom II cyklu Ostatnia spowiedź.

Świat Ally Hanningan wali się w posadach, gdy miłość jej życia – rockman Bradin Rothfeld zostaje postrzelony i pada na scenę. Ally jest uczestniczką tamtych zdarzeń. Bezsilność i wspomnienia tamtych chwil na zawsze pozostaną jej najgorszym koszmarem.
Bradin jest w ciężkim stanie.
Co więcej, może pożegnać się ze światem sądząc, że dwie najbliższe mu osoby zrobiły mu świństwo. Tylko czy Ally i Tom rzeczywiście są niewinni?
Rozpoczyna się walka o życie rannego Bradina, a jego bliscy, odliczając feralne godziny, będą musieli zmierzyć się z grzechami, które być może nigdy nie zostaną odpuszczone.
Tom poprzysięga sobie, że już nie zbliży się do Ally.
Tylko czy facet, który dotychczas żył bez zasad dotrzyma obietnicy?

Miłość, zazdrość, show-biznes. Ostatnia spowiedź
 Poczuj, jak kocha ten, którego kochają tysiące…




W obliczu pięknych historii ciężko składa się słowa do kupy. Znów, tak jak przy pierwszym tomie (link do recenzji), potrzebowałam czasu na przemyślenia, żeby móc opowiedzieć Wam o tym, jakie Ostatnia Spowiedź wywarła na mnie wrażenie. Przeogromne, tak jak poprzednio, choć skłamałabym mówiąc, że identyczne.

Zakładam, że czytaliście pierwszy tom, więc wiecie jak się skończył. Tutaj mamy kontynuację. Bradin walczy o życie w szpitalu, Ally zalana łzami siedzi przed salą operacyjną, wspierając się na ramieniu Toma, następnie nie odstępuję łóżka ukochanego na krok. Mamy tutaj idealne potwierdzenie tego, że skarb docenia się po stracie. Chociaż, nie, tfu. Tutaj chodzi bardziej o to, że kiedy stajesz oko w oko z tragedią i zdajesz sobie sprawę z tego, jak wiele masz do stracenia – zauważasz, jak wiele szczęścia ci to daje. Tak więc All uświadamia sobie, że na walkę z uczuciami, które bała się do siebie dopuścić jest już za późno. Zakochała się.

Bradin walczy o życie, jego brat zaś bije się z myślami. W głowie huczą mu słowa Czarnego i bezpodstawne oskarżenia, którymi zasztyletował go po postrzale, na chwilę przed utratą świadomości. A co najgorsze… zaczyna zastanawiać się, czy te oskarżenia aby na pewno były bezpodstawne.

Nie wiem, co mogę Wam więcej powiedzieć, żeby nie zdradzać treści. A wierzcie mi, że nie chciałabym jej ujawniać, choć mogłabym o niej rozmawiać godzinami. Zachęcam Was jednak, żebyście same zdecydowały się na spędzenie z Ostatnią Spowiedzią kilku godzin, bo zdecydowanie warto.

W recenzji pierwszego tomu wspomniałam Wam o tym, że znam tę historię jeszcze z czasów zanim Nina Reichter podpisała umowę o druk. Kiedy zaczęłam czytać wydawało mi się, że mogłabym napisać tę recenzję nie sięgając po papierowe wydanie tej książki, bo… przecież tak dokładnie ją pamiętam. A dziś uśmiecham się pod nosem kręcąc głową, bo to, co jeszcze pięć dni temu wydawało mi się tak oczywiste, dziś znów wywołuje miliony emocji i sprawia, że zaczynam wierzyć. Naprawdę. Do dziś nie rozumiem fenomenu książek Sparksa, który choć miłość opisuje piękną – to równie piękną jak i oczywistą i czytając jedno zdanie można domyślić się, o czym mówi kolejne. Tutaj tego nie ma. Tutaj każdy rozdział znów jest dla mnie tak samo zaskakujący jak za pierwszym razem, a kiedy do słów dopuszczę jeszcze podsuwane przed podświadomość obrazy – rozpływam się raz po raz od nowa.

Podobnie jak w pierwszym tomie mamy tutaj soundtracki, dzięki którym wyobrażenie opisanych scen jest nie tylko prostsze, ale i piękniejsze niż byłoby w momencie, gdybyśmy muzykę dobrali sami. Mamy język, którym autorka przyciąga już nie dziesiątki, ale setki czy nawet tysiące czytelników. I postaci, w których naprawdę nie sposób się nie zakochać – choć to nie tak, że lubi się wszystkich. Bo można ich zarówno kochać, jak i nienawidzić.

Jeśli przy bohaterach jesteśmy to muszę wspomnieć o przemianie, która zaszła w Ally. Myślę, że tutaj mogłabym wpasować stwierdzenie, że co nas nie zabije to nas wzmocni, bo ta cicha i niepewna All, którą poznaliśmy w pierwszym tomie, po zawirowaniach jakich doświadczyła jest dziś nie tylko dorosłą (bo pokuszę się o stwierdzenie, że wydoroślała), ale też pewniejszą siebie i tego, co robi kobietą.

" - Boję się.
- Bo? 
- Boję się odetchnąć, bo wtedy zachłysnę się szczęściem... 
A już raz ktoś próbował odebrać mi powietrze... " *

Bradin wciąż jest zakochany miłością bezsprzeczną i niepodważalną, wciąż jest zdolny do poświęceń i… wciąż burzy nasze przekonania o tym, że mężczyźni, którymi się otaczamy są warci uwagi. Aczkolwiek, kobiety, pamiętajmy, że ci na pozór nieidealni również mogą być cudowni i kochajmy tych, którzy nas kochają, zamiast szukać w świecie drugiego Czarnego. ;)

" A może ja chciałbym usłyszeć te wszystkie pytania, nie pomyślałaś o tym?
Może chciałbym na nie odpowiedzieć... " *

No i Tom… mój kochany, idealny, wspaniały Tom… Słodziłam o nim przy poprzedniej części i tutaj też mogłabym się rozckliwiać nad jego wspaniałością, ale zamiast tego powiem Wam tylko tyle, że o ile kochałam go w tamtej części – w tej oszalałam na jego punkcie jeszcze bardziej, choć zdawało mi się to niemożliwe.

" Bo choćbyś nie wiem, jak mocno próbował trzymać ją w swoich ramionach, 
przecież czujesz, że nie należy do Ciebie. " *

A to oczywiście nie koniec, bo poza bohaterami, których już znamy – mamy kilka nowych postaci. Przede wszystkim siejącą zamęt Violet, której choć z początku chyba nikt nie lubi, z czasem chyba każdy widzi w niej coś więcej niż natarczywą, byłą dziewczynę Bradina. Wielki plus za tę postać, bo jest naprawdę przemyślana i intrygująca.

" Teraz wiem, że wszystko, co kiedykolwiek napisano o miłości, jest prawdą. 
(...)
Chyba myślę o miłości więcej, niż powinnam.
Jestem pod wrażeniem jej mocy wpływania na nasze życie. " *

Płakałam rzewnymi łzami, by za chwilę się uśmiechnąć.
Śmiałam się, by za chwilę popaść w głęboką zadumę.
Nieczęsto zdarza mi się trafiać na książki, które wywołują we mnie tyle emocji.
Ostatnia Spowiedź wciąż jest moim numerem jeden wśród nowości wydawniczych i… mamy sierpień, a ja już okrzykuję ją książką 2013. (a nóż coś jeszcze mnie zadziwi, ale póki co…)

* "Ostatnia Spowiedź tom II" Nina Reichter

PS. Jestem świadoma tego, jak wielką szczęściarą jestem, że udało mi się zdobyć książkę już w poniedziałek, bo wiem, że tak jak przy pierwszym tomie, tak i tutaj jest problem z dostępnością. Niech Was to jednak nie zraża – warto poszukać (odsyłam na fanpage na facebooku, gdzie Tomek-administrator wrzuca nowinki na ten temat :) i poczekać na dostawę.

Moja ocena: Kolejne siedem, na sześć możliwych. :)

22:55:00

Nina Reichter - Ostatnia spowiedź. Tom I.

Nina Reichter - Ostatnia spowiedź. Tom I.

HIT INTERNETU! Zakochaj się w historii, którą pokochały setki ludzi. 

Brandin Rothfeld jest dziewiętnastoletnim rockmanem. Kobiety w całej Europie wzdychają do jego brązowych oczu i cudownej, niemal dziewczęcej urody. Wracając z trasy koncertowej Brade spóźnia się na przesiadkę i spędza noc na opustoszałym lotnisku. Jeszcze nie wie, że będzie to najdziwniejsza noc w jego życiu. Spotyka wtedy Ally Hanningan. Tajemniczą Amerykankę, która go nie rozpoznaje. Spędzają ze sobą kilka magicznych, niezapomnianych godzin. A później wspaniała noc się kończy. I oboje już wiedzą, że nie spotkają się więcej. Nigdy więcej. Bo zbyt mocną czują, co robi się między nimi. 
Żadne z nich nie może się teraz zakochać.
Ally jest zajęta - uwikłana w dziwny związek, z którego na razie nie może się wyplątać, a Brada obowiązuje kontrakt płytowy, który mówi: "prasa nie może odkryć twoich kobiet". Brade jednak używa podstępu i ciągnie tę znajomość. Pozostaje tylko jeden szkopuł. Ally nadal nie ma pojęcia, kim jest Brandin. I również skrywa pewien sekret. Co zrobi Brandin, pragnąc dziewczyny, której nie powinien nawet tknąć? 


Jak to, co zrobi Brandin? Zakocha się oczywiście, ale to chyba nikogo nie dziwi... 

Tak naprawdę to nie wiem, od czego powinnam tu zacząć. Znam tę historię. Znałam ją miesiąc temu, kiedy w księgarniach jeszcze jej nie było i znałam trzy lata temu, zanim autorka podpisała umowę o druk. Wiedziałam, że Ally ma w domu brzydki stół w żółtym kolorze, który do niczego nie pasuje. Wiedziałam, jak bardzo hipnotyzujące są tęczówki Brandina. Ale to nie sprawiło, że dziś, mając tę historię oprawioną w okładkę, czując strukturę papieru w dłoniach, chłonęłam ją w mniejszym stopniu niż poprzednim razem. Wręcz przeciwnie. Płakałam kilka razy i umierałam przez pięćdziesiąt ostatnich stron wiedząc, że Ich historia nie ma szansy nigdy się powtórzyć. Widzę w niej jeden minus, ogromny - na drugi tom muszę czekać stanowczo za długo.

Jak już wiecie, Brandin jest muzykiem. Wokalistą popularnego w Europie zespołu młodzieżowego, którego jedno spojrzenie sprawia, że kobiety mdleją. Śpiewa piosenki o miłości, do której tęskni całym sobą i umiera w sobie na myśl, że nigdy jej nie znajdzie. Ale... może to nie jest tak widocznie na pierwszy rzut oka, a jedynie ja, znająca Go lepiej niż Wy, dostrzegam masę niezauważalnych dla Was szczegółów?

Ally jest Amerykanką, która Bitter Grance nie zna, bo... zwyczajnie się z nimi minęła. Kiedy oni podbijali Europę - Ona mieszkała w Stanach. Kiedy oni ruszają do Ameryki - ona wraca na studia do Francji. Allison Hanningan pochodzi z konserwatywnej rodziny, która zaplanowała jej życie, zanim na dobre zaczęła mówić. Mąż, studia prawnicze. Bo przecież szczęście to tylko wymysł. Nie ma miłości. Małżeństwo jest inwestycją. Męża wystarczy... znosić, bo nawet nie lubić.

Wiecie, jak wiele w życiu człowieka może zmienić fakt, że pali papierosy? Kiedy Ally, siedząc o północy pod budynkiem lotniska nachodzi chęć na papierosa - poznaje Brandina. Zakapturzonego, w okularach przeciwsłonecznych zakrywających pół twarzy młodego mężczyznę o wręcz kobiecych rysach. Pochłonięci rozmową spędzają ze sobą kilka godzin, nie do końca świadomi rodzącej się między nimi więzi.

Kiedy noc się kończy - Ally rzuca chłopakowi wyzwanie. "Znasz moje imię. Wiesz, czym się zajmuję i w jakim mieście mieszkam. Wiesz, gdzie i co będę studiować. Jeśli tylko trochę się postarasz, myślę, że na podstawie tych informacji możesz złapać mnie w sieci. Na wszelki wypadek Ty dasz mi swój numer i jeżeli do tygodnia mnie nie znajdziesz, odezwę się do Ciebie, ale wtedy obiecasz mi, że już się nie spotkamy. Nigdy."

Tyle, że On ma znacznie więcej. Znajomości, o których Ona nie ma pojęcia. I choć numer telefonu zaczynający się +49... wyrzuciła wysiadając w Paryżu z samolotu - Jego ludzie znaleźli Ją bez problemu, zaledwie w kilka godzin. 

Ich znajomość jest zawiła, pełna emocji i uczuć, do których żadne z nich nie chce się przyznać. Ona stawia granice, zamykając wszystko w obezwładniającym słowie "przyjaźń". On zrobiłby dla Niej wszystko, choć tak wiele przed Nią ukrył. Aż wreszcie przychodzi dzień, kiedy stojąc pod Jej domem w strugach deszczu prosi, by o 20 włączyła telewizor, nastawiła na niemiecką Vivę i po prostu oglądała... Od tego momentu już nic nie będzie takie samo. 

Nie chcę mówić Wam zbyt wiele. Zwłaszcza, że w obliczu tej historii wszystkie słowa, które przychodzą mi na myśl są tak niewiele znaczące, że równie dobrze mogłabym rzucać je na wiatr. Co w książce jest takiego wyjątkowego, że zabija mnie po raz drugi, choć znam ją tak dobrze? "Miłość, złożona z setek zdań i tysięcy słów..." Ach, i jeszcze jedno! Wplątane w zdania soundtracki, za które jestem Ninie naprawdę wdzięczna. Bo ta historia bez muzyki nie byłaby tym samym.


Jako ciekawostkę powiem Wam, że "Hit internetu" to znaczy... opowiadanie blogowe, cztery lata temu. Czytał ktoś może? :) 

Moja ocena: Siedem. Na sześć możliwych.