Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadania. Pokaż wszystkie posty

16:25:00

Magdalena Witkiewicz - Szczęście pachnące wanilią

Magdalena Witkiewicz - Szczęście pachnące wanilią




Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2014 rok
Liczba stron: 276
 
Słodko-gorzka opowieść o spełnionych marzeniach.

Ada ma kłopoty. Złamane serce i pusty portfel. Na gdańskim osiedlu otwiera małą cukiernię, bo tylko to potrafi robić – piec ciasteczka. Cukiernia wabi i przyciąga, szczególnie inne zagubione dusze – Karolinę, singielkę nie z wyboru, Magdę, żonę faceta, który najbardziej kocha swój… samochód oraz Milenkę, która niebawem będzie mamą.
I tak za sprawą „na chwilkę wstawionego kojca” mała cukierenka stanie się miejscem spotkań kilku kobiet, które są na życiowych rozdrożach i bardzo potrzebują rozmowy, najchętniej w towarzystwie pachnących i aromatycznych babeczek.
W „Szczęściu pachnącym wanilią” spotkamy także bohaterów znanych z innych powieści autorki - Bachora martwiącego się tym, że jego Milenka cudzołoży! znaczy się śpi w cudzym łóżku i Parysa Antonia, który z niezmiennym wdziękiem arystokraty pęta się bohaterom pod nogami.
Magdalena Witkiewicz zaprasza na jedno z gdańskich osiedli gdzie uroczo, mądrze i z humorem po raz kolejny opowiada o kobietach i ich życiowych rozstajach. O sile, która w nich tkwi i o wielkiej potrzebie happy endu, o szczęściu, pachnącym wanilią...
 
Właśnie wchodząc na Lubimy Czytać zorientowałam się, że to trzeci tom serii pt. Milaczek. 

Nie sięgnęłabym po tę książkę sama. Ma ładną okładkę (kolorystyka!), więc może powinnam mnie zaciekawić. Ale ma polskie nazwisko (nie lubię), opowiada o kilku kobietach jednocześnie, ale nie do końca ich wspólną historię (nie lubię) i z początku miałam wrażenie, że jest pisana w formie opowiadań (nie lubię). Dostałam ją od koleżanki, która miała oddać ją do biblioteki nieprzeczytaną i uznała, że skoro ja czytam, to mam spróbować. Miałam ją oddać w ubiegłym tygodniu. Zapomniałam. Przypomniałam sobie o niej kilka dni temu, ale nie miałam czasu. Znalazłam go wreszcie wczoraj. I pochłonęłam w kilka godzin! 

Ada nie otwiera cukierni. Ada ma cukiernię. Ma też Michała, rocznego synka będącego całym jej światem. A do tego długi i powoli podupadającą nadzieję na poprawę swojej sytuacji. Ma też opiekunkę, która (gdzieś w połowie książki) rzuca pracę z dnia na dzień. Więc kupuje kojec i wykładzinę-ulicę (jak kiedyś w przedszkolach! pamiętacie?) i zabiera dziecko do pracy... I robi furorę! Nie miała planu otwierania przedszkola, ale Natalia, wpadając któregoś dnia po kawę, podłapuje pomysł stworzenia miejsca dla matek z dziećmi i jako że jest absolwentką pedagogiki, postanawia zająć się nie tylko swoimi dziećmi, jednocześnie wychodząc do ludzi. I tak oto, dzięki tej kawiarnianej-opiece-nad-dziećmi, poznają się wszystkie bohaterki. (na samym końcu ta, o której ma być ta seria. ją polubiłam najmniej, na szczęście najmniej o niej napisano)

Dobra, tak szczerze. "Pochłonęłam" ją w kilka godzin, ale to nie jest wybitnie dobra książka. Szczerze mówiąc to nie wiem nawet czy w ogóle jest "dobra". Nie związałam się z bohaterkami na tyle, żeby pisząc tę recenzję bez zająknięcia się napisać jak miała na imię ta pedagog (wybaczcie, jeśli się pomyliłam, bo nie dam sobie nawet paznokcia wypiłować za to, że Natalia). Tak naprawdę najbardziej zapamiętałam Adę, bo... trochę je wszystkie połączyła. No i, nikogo nie oszukując, najbardziej spodobała mi się jej kreacja. (ciężko mówić, że charakter) Okej, może zapamiętałam ją przez sentyment do imienia. Pozwólcie, że nie będę się nad tym zastanawiać. 
 
Nie są to opowiadania, jak wydawało mi się na początku. Ale... jest to książka pisana w ich stylu. Pierwszy rozdział to wstęp do życia każdej z bohaterek. Bo każda ma swoje, gdzieś z boku, spotykają się najpierw z Adą, przychodząc po kawę i ciastko, później wszystkie razem, na tej kawie i ciastku, a później ten zapach wanilii przyciąga też ich dzieci. A matki tak mają, że lubią rozmawiać z matkami. Więc, jako że wszystkie dzieci bawią się z przedszkolo-kawiarni pod okiem pani pedagog, której imienia nie jestem pewna, zrodziła się tu całkiem fajna relacja, choć nie wiem czy jest to przyjaźń. 

Nie wiem czy szczęście pachnie wanilią, choć osobiście bardzo lubię ten zapach i jestem skłonna się pod tym podpisać. 

Nie wiem, czy spodobała mi się treść i forma. Ale jeśli miałam określić jak napisana jej ta książka, powiedziałabym, że blogowo. Mogłabym wyobrazić sobie autorkę siedzącą w gdańskiej kawiarni z laptopem, obserwującą ludzi i pomiędzy jednym a drugim łykiem kawy, między jedną z drugą babeczką, spisującą te historie. (tak, liczba mnoga) 
 
Całkiem fajny język, całkiem fajny klimat. Czytało się lekko i jest to typowa książka z serii "na luźną niedzielę". Do kawy. Do ciastka. Z przepisem na babeczki na końcu.
 
Ale, tak naprawdę, nie zapamiętam jej na pewno. A kiedy rano w pracy koleżanka, która mi ją dała, zapytała jak było, kiedy ją oddawałam, to wzruszyłam ramionami, bo... sama nie wiem. Jak na kawie, ale nie z przyjaciółką. Po prostu na kawie. 
 
Moja ocena: 3/6

13:40:00

Jolanta Knitter-Zakrzewska - Niebieskie cienie na śniegu

Jolanta Knitter-Zakrzewska - Niebieskie cienie na śniegu


Wspomnienia najpiękniejszych chwil, efemerycznych i kruchych jak motyle, to często jedyne, co zostaje nam w życiu naznaczonym licznymi rysami. W pogoni za pełnią szczęścia często gubimy sens istnienia, zatracamy się w gonitwie za pieniądzem i prestiżem, zapominając, że to miłość i bliskość drugiego człowieka powinny mieć dla nas największą wartość.


Niebieskie cienie na śniegu to opowieść o krzyżowaniu się dróg, scalaniu dwóch dusz i ich rozdzielaniu, radościach i smutkach, wspólnych wzlotach i upadkach, odnajdywaniu swojego powołania na krętej ścieżce życia, o tęsknocie, rozgoryczeniu oraz potędze miłości – tej głębokiej, prawdziwej, ponadczasowej, sklejającej każde rozbite serce.








Przyznaję się (bez bicia), że nie umiem recenzować opowiadań. Przede wszystkim dlatego, że o fabule książki nie można powiedzieć zbyt wiele, by (kolejnego) potencjalnego czytelnika nie zniechęcić do sięgnięcia po nią. W końcu każdy z nas lubi tę tajemniczość, która towarzyszy słowom oprawionym w piękną okładkę... 

Więc o fabule pisać nie będę, skupie się na swoich odczuciach związanych z tą książką. Otóż... czuję się oszukana. Przede wszystkim dlatego, że spodziewałam się powieści, która naprawdę chwyta za serce, a dostałam kolejny zbiór opowiadań pani Knitter-Zakrzewskiej, które niestety nie przypadły mi do gustu. Może nie tyle dlatego, że nie urzeka mnie ich treść, co zwyczajnie nijako nie przekonuje mnie ta forma. Tym, co w książkach lubię najbardziej są te wyjątkowe więzi, jakie tworzą się pomiędzy bohaterem a czytelnikiem, a mając przed sobą kilkustronowe opowiadanie zwyczajnie nie da się na tyle poznać bohatera, by pokochać go lub znienawidzić. (ważne jest to, by bohater był na tyle silny, żeby wzbudzał silne emocje - pozytywne lub negatywne, byle zapadały w pamięć) 

Zaczarował mnie opis i oczywiście okładka, ale czar prysł, gdy przyszło mi tę książkę otworzyć.

Przewracam strony tej książki i czuję jak ulotne są słowa. Jeszcze nie zdążę wczuć się w sytuację bohaterów... a oni już znikają. Życie jest podobne... a sięgając po książkę chcemy się przecież (w mniejszym lub większym stopniu) od niego oderwać. W każdym razie - zaglądam do tych opowiadań tak, jakbym zaglądała do cudzego pamiętnika. Jakbym wykradała komuś z szuflady zeszyt, w którym zapisał najcenniejsze myśli i ubrał w słowa uczucia, o których nikt nigdy nie powinien się dowiedzieć. I tak odbieram tę książkę. Jako zbiór myśli, którymi nie każdy chce się dzielić. Zbitkę słów bólu i tęsknot utkwionych między wyrazami. Tęsknot, które są tak piękne, że chwytają za serce. Tak odległych, że ja - jako czytelnik - chciałabym je dogonić, by móc poznać je bliżej. Utknęło mi w głowie jedno słowo, które może je opisać... nostalgia.

O ile opowiadania zawsze kojarzyły mi się z czymś krótkim i przyjemnym, tak tutaj przyjemnie do końca nie jest. To kolejna chwila spędzona z Panią Zakrzewską na rozmyślaniach o życiu i jego ulotności i poniekąd ponowne wejście w psychikę bohaterów. W końcu nasz sposób postrzegania ludzi i rzeczywistości nas otaczającej wnosi o nas samych.

I... więcej nie powiem, nie jestem w stanie. Warto się z tymi opowiadaniami zapoznać, bo w twórczości tej autorki jest coś wyjątkowego. Niemniej, mnie to nie przekonuje, niestety. 


Moja ocena: 3/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.