Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NovaeRes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NovaeRes. Pokaż wszystkie posty

08:20:00

Bożena Kraczkowska - Czubek

Bożena Kraczkowska - Czubek

Mój dotychczasowy brak sympatii do polskich autorów spowodował pewną ignorancję w stosunku do nazwisk autorów nawet „sławnych” pozycji czytelniczych. Przyznaję się do tego, choć pewnie nie uszło Waszej uwadze, że coraz więcej tu recenzji (a co za tym idzie, coraz więcej czytam i oglądam) rodzimych książek i filmów. Wielokrotnie już lata temu mówiłam, że chcę się przekonać, ale ten moment – powiedzmy – przełomowy nastąpił (a właściwie wciąż następuje) dopiero od kilk(nastu) miesięcy. Mniej więcej w tym roku, choć może zaczęło się to w ubiegłym. 

W każdym razie – sięgnęłam po jedną z najnowszych pozycji NovaeRes, Czubka Bożeny Kraczkowskiej. Zupełnie nieświadoma kim jest ta Pani, jak i również nie wiedząc co do tej pory wyszło spod jej pióra (czy to nie jest zbyt archaistyczne określenie? nieważne). Tym samym mocno zaskoczył mnie opis autorki na okładce. 

Bożena Kraczkowska urodziła się w Świdniku k. Lublina. Mieszka i pracuje w Olsztynie. Z wykształcenia jest muzykiem i dziennikarzem. Wieloletnia redaktorka i dziennikarka w Gazecie Olsztyńskiej. Jest autorką wierszy, opowiadań oraz powieści dla dzieci i młodzieży. Fotografuje, komponuje i śpiewa.

Wydała m.in. tomiki poezji Da się żyć (2011), Flamingi (2015), powieść Purpurowe gniazdo (2014) i zbiór opowiadań Mały człowiek z wielkim psem (2014). W 2011 roku nagrała autorską płytę Wystarczy mnie lubić. 

Jej przeboje znalazły się na listach przebojów „Trójki” i RAGA TOP Radia Olsztyn.
Jest autorką tekstów piosenek znajdujących się w repertuarze m.in. Maryli Rodowicz i Cezarego Makiewicza. 

Piosenka z jej tekstem Dziewczyna z granatem w ręce promuje serial TVP Czas honoru – Powstanie, jest także autorką tekstu piosenki Tancerka do serialu TVP Bodo. 

O ile zaciekawił mnie sam opis tej książki, obiecujący opowiadania nieoczywiste, niepokorne i niejednoznaczne, o życiu, śmierci, miłości chcianej i niechcianej, o wolności, uzależnieniach, samotności… Tak czytając jeszcze o samej autorce, byłam jeszcze bardziej głodna treści Czubka. Wydawać by się mogło, że to musiało się udać. 


Otóż to, mogłoby. Się wydawać znaczy. Czubek to faktycznie zbiór historii o tematyce różnorodnej, a jednocześnie zbliżonej do siebie, połączonej niczym innym jak właśnie życiem, ot co. Niemniej jednak od pierwszych stron, pierwszej bohaterki i pierwszych jej zachowań… chciałam tę książkę cisnąć przez okno. Ale, wiecie, jesień jest, zimno już, nie chciało mi się go otwierać. Postanowiłam dać Pani Kraczkowskiej szansę i brnęłam dalej, męcząc się i męcząc. Przepraszam, ale taka prawda!

Jest takie powiedzenie, że jak coś źle się zaczyna, to dobrze się kończy. Albo odwrotnie. Nieistotne. Jest to w każdym razie dość specyficzna opowieść, przy której trzeba zatrzymać się na dłużej. Niekoniecznie ta, przy której można nie myśleć i zwyczajnie odmóżdżyć się po całym dniu czy tygodniu - czyli nie ta na jesienne, depresyjne wieczory. Swoją drogą, czy u Was w tym okresie też najlepiej sprawdzają się lekkie powieści? Problem w tym, że mój nieprzeczytany stosik przybrał już miarę parapetu przy podwójnym oknie i może trzy z tych książek zakwalifikowałabym jako lekkie, pozostałe to czysta psychologia, trudne tematy.

Znów odbiegam od Czubka, niczym ten czubek. W każdym razie chcę powiedzieć, że słowem najlepiej opisującym te opowiadania będą właśnie te z opisu - nieoczywiste, niejednoznaczne. Choć pełno w nich kiepskiej konstrukcji, wątpliwej interpunkcji, składni i chaosu, o które nie podejrzewałabym Pani Kraczkowskiej jako osoby mającej na koncie takie osiągnięcia. A z drugiej strony każda niedoskonałość Czubka składa się na ogólny jego zarys i gdyby wyrzucić z niego to, co mierziło mnie i kuło w oczy - nie byłyby to te same historie. 

Dopływając do brzegu - warto po nią sięgnąć, żeby wyrobić sobie swoje zdanie. Chyba niczego ponad to nie wymyślę, bo szczerze mówiąc to nie jestem dziś pewna czy polecać czy niespecjalnie.

09:22:00

Dominika Tabernacka - Pamiętnik Jadzi, czyli wakacje u Baby Jagi

Dominika Tabernacka - Pamiętnik Jadzi, czyli wakacje u Baby Jagi

Chyba już o tym mówiłam, a jeśli nie - zdradzę Wam sekret. Lubię książki dla dzieci. Czasami. Z kilku powodów - po pierwsze, lubię je dawać w prezentach. Uważam, że niezależnie od wieku książka zawsze jest najlepszym, co można komuś ofiarować. Po drugie - lubię po nie sięgnąć, żeby oderwać się od codzienności. A poza wszystkim innym - czytam, zanim dam je dziecku. 

Pamiętnik Jadzi, czyli wakacje u Baby Jagi to opowieść o wakacjach na końcu świata. Piękne Tatry, domek na kurzej łapce i babcia, którą nie tylko z uwagi na nazwisko wszyscy zowią Babą Jagą. Bynajmniej nie tą, która porywa dzieci ani też tą, która złowrogo patrzy na mieszkańców swojej miejscowości. Owszem, zbiera zioła, robi za znachorkę, ma dziwaczny nos i sposób bycia. Dla Jadźki w każdym razie jest po prostu babcią. Mniej lub bardziej towarzyską, mniej lub bardziej zwariowaną. 

Jadzia pojechała na wakacje obiecując mamie, że wypełni zadanie domowe ucząc się jednocześnie systematyczności - każdego dnia będzie pisać choć kilka słów i w ramach wypracowania o swojej rodzinie stworzy wakacyjny pamiętnik. A że pojechała do babci zostać czarownicą, tematów jest aż nad to!

Pamiętnik Jadzi to ciepła historia dziewczynki wierzącej w bajkę, którą wszyscy znamy. Opowieść o pięknych Tatrach, rodzinnych tajemnicach i uskrzydlającej wyobraźni. Nie jest to co prawda bajka dla małych dziewczynek (choć tak pierwotnie myślałam), ale z pewnością zabierze w cudowną podróż dzieci umiejące już samodzielnie czytać.


19:42:00

Nina Reichter - LOVE Line

Nina Reichter - LOVE Line

Ach, Nina! 

Przy okazji trylogii Ostatniej Spowiedzi wspomniałam Wam, że mam do tej autorki ogromny sentyment. Od niej de facto zaczęła się moja przygoda z internetowymi opowiadaniami, przez nią swego czasu przepłakałam niejedną noc przed szklanym ekranem i - choć robiłam to na długo przed Spowiedzią - trochę dzięki tamtej właśnie powieści sama zaczęłam pisać (dłuższe formy). Kiedy myślę o tej autorce wciąż mam przed oczami Toma, którego kochałam tak bardzo całą sobą... 

Ale LOVE Line już takie nie jest. OS zawsze pozostanie dla mnie opowiadaniem pełnym emocji i choć gratulowałam Ninie nie raz oprawienia jej w okładkę, dla mnie zawsze pozostanie niedoskonałością publikowaną w sieci co kilka(naście) dni, spędzającą mi sen z powiek (dalej mam na laptopie folder z tamtą muzyką!). Dlatego też sięgając po LL rok (!) temu, ale również wracając do niej dzisiaj, miałam mieszane uczucia. Żeby nie powiedzieć, że ponownie złamane serce... 

Wiem, za dużo w tym wstępie emocji i sentymentów. Wybaczcie mi to, ale gdybym nie powiedziała tego na początku, moje odczucia względem LOVE Line byłyby niepełne. 

Bethany McCallum jest dziennikarką, której przyszło opowiedzieć o środowisku PUA - trenerów podrywu. Matthew jest nikim innym, jak byłym trenerem i pomysłodawcą audycji radiowej chwytającej za serce miliony Amerykanek - w tym, trochę przez przypadek, Beth. Poznali się przypadkiem, dawno temu, a następnie - przez jeszcze większy przypadek - trafili na siebie po latach. A później, przypadkiem... 


Wierzycie w przypadki? Z jednej strony trochę ich tutaj za dużo, z drugiej jednak LOVE Line nie jest schematyczną powieścią romantyczną rozciągniętą na 500 (!) stron, w tym o dwieście pięćdziesiąt za dużo (często mam takie odczucia w przypadku zbyt długich form). Nic z tych rzeczy. Gdyby sięgnąć po LL zaraz po OS da się zauważyć przeskok dojrzałości. To jest trochę tak, jakby na oczach czytelników dojrzał autor. Tworząc powieść już nie tylko dla młodzieży, wypełnioną nie tylko miłością, ale toną psychologii, ambicją i ideałami doroślejszymi niżeli w przypadku poprzedniczki. 

Czytałam tę książkę "na raty" i ilekroć sięgnęłam po nią ponownie utwierdzałam się jedynie w przekonaniu, że charakterystycznym dla autorki jest sposób przedstawienia postaci kobiecych - ich nie da się kochać. Są irytujące, podejmują decyzje, które rodzą pytanie "dlaczego!", ale wbrew pozorom, właśnie dzięki temu, są autentyczne i takie... ludzkie. 

Nie będę opowiadać fabuły, bo uważam, że warto zapoznać się z nią samodzielnie. A piszę o tej książce nie przez przypadek - już 25 października premierę będzie miała druga część LOVE Line, o której obiecuję opowiedzieć Wam wcześniej niżeli za rok :) 

Czytaliście?

13:33:00

Nina Nirali - Kiedy znów się spotkamy

Nina Nirali - Kiedy znów się spotkamy

Kiedy znów się spotkamy to jedna z tych historii, po które sięgasz, chcąc się zakochać. Chyba tak miałam z tą książką. Przy poprzedniej recenzji, Urokach późnego lata, wspomniałam Wam, że sięgając po nią spodziewałam się historii poprowadzonej w inny sposób. Jeej! Co mam powiedzieć w tym miejscu? 

Zoe jest młodą tłumaczką języka niemieckiego i hiszpańskiego. Mason bogatym politykiem. Spotkali się przypadkiem, na jednym z brukselskich przejść dla pieszych, w codzienności, w biegu... Nie powiem, że zakochali się od pierwszego wejrzenia, bo tak się raczej nie stało. Niemniej ona - prosta dziewczyna o przeciętnej urodzie - przyciągnęła jego spojrzenie czymś tak pozornie błahym jak uśmiech. I muzyką w słuchawkach, która - jego zdaniem - ten uśmiech wywołała. Wiecie, to jest czasem tak, że pozornie nieistotne gesty, mimika, spojrzenie, intryguje, po prostu. 

Kiedy w restauracji hotelowej zobaczył ją po raz drugi, chciał zwyczajnie porozmawiać. I nagle okazało się, że kobieta nad wyraz zwyczajna, zupełnie nie w jego typie, jest kimś w rodzaju bratniej duszy. Trochę nie wierzę, że to napisałam - może Mason dokładnie tak to ujął? 

Ale, chwila. Z początku wydawało mi się, że ta opowieść mnie rozczaruje. Trochę za szybko, nieco infantylnie, mocno zapachniało Grey'em. Ja mam chyba jakiś uraz do tych szarych historii. 

Nie do końca wiem co o tej książce powiedzieć, by nie zdradzić zbyt wiele. W każdym razie, Kiedy znów się spotkamy to emocjonalna opowieść o poszukiwaniu siebie. O odkładaniu na później decyzji, które z pozoru niezbyt ważne, mogą zaważyć na dalszym życiu. Zarówno w momencie pierwszego spotkania, jak podczas opuszczenia Brukseli, do której ich obojga przyciągnęły sprawy zawodowe, chcieli coś zmienić. Podobnie jak w poprzednim przypadku (nawiązuję do niego, wciąż będąc po wrażeniem Janiszewskiej) okazuje się, że przeszłość nigdy nie pozostaje bez znaczenia i zawsze, w mniejszym lub większym stopniu, będzie wpływała na dzisiejszą rzeczywistość, sposób postrzegania... Ponadto jest to książka o sile miłości, do drugiego człowieka, ale także do samego siebie. 

Nic więcej nie powiem, bo przecież chcę, byście sami po tę pozycję sięgnęli. 

Mimo nie-polskiego nazwiska niewątpliwie wieje mi w tej książce polską autorką, alee - no cóż, wszystkiego mieć nie można ;) 


22:38:00

Agnieszka Janiszewska - Urok późnego lata

Agnieszka Janiszewska - Urok późnego lata

Dobry wieczór :) 

Prawdę mówiąc, sięgnęłam po tę książkę dzięki jej okładce. Już nie raz wspomniałam, że choć nawyk oceniania po niej nie jest może najlepszy, w dalszym ciągu jednak nie potrafię przejść obojętnie, gdy widzę... coś takiego. Co prawda trochę to trwało, ale kiedy naprawdę zaczęłam ją czytać, wsiąknęłam. Dzięki temu też wyrobiłam sobie - dobry myślę - zwyczaj czytania przed snem, który mam zamiar naprawdę podtrzymać. W końcu stosik wciąż rośnie.

Uroki późnego lat to opowieść o rodzinie. Co prawda od pierwszej strony spodziewałam się czegoś innego, bardziej historii wnuczki poznającej swoje korzenie niżeli wspomnień babki dotyczących lat jej młodości, ale...

Adrianna sama mówi przecież, że nie ma teraźniejszości bez przeszłości. I coś, z pewnością, w tym jest. 

Adrianna Jurczewska urodziła się początkiem XX wieku w domu, w którym więcej było ciszy i chłodu niżeli rodzinnej miłości. Wychowywana od maleńkości przez Kazię - starszą kobietę, nianię - nie zaznała w dzieciństwie rodzicielskiego ciepła, ani nawet zainteresowania. Wraz z początkiem swojego nastoletnie okresu, po śmierci matki, zamieszkała w Warszawie u ciotki Cecylii, przez lata uważając ją nie tylko za największy autorytet, co również swego rodzaju wyrocznię w kontekście formułowania swoich poglądów i przekonań. Po ślubie ojca z Rozalią, guwernantką, chęć ucieczki z domu nieprzerwanie rosła, podsycana zresztą przez Cecylię przez dziesięć lat warszawskiej pensji. Utwierdzała się nie mniej po ślubie z Dezyderym, kiedy to zaczęły wychodzić na jaw rodzinne tajemnice...

Nie chcę mówić więcej, by nie zrazić Was do czytania, ani też nie powiedzieć zbyt wiele, co mogłoby odebrać Wam przyjemności zagłębiania się w tę historię. Nigdy nie byłam fanką sag rodzinnych (de facto nigdy nie ciągnęło mnie do nich na tyle, by po jakąkolwiek sięgnąć). Uroki późnego lata to powieść okraszona historią - wojną, życiem poniekąd w ukryciu, wychodzenia Polaków ze zgliszczy i powrotów tych, którzy przed wojną wyjechali z kraju. A stało się tak z Elizą, której przyjazd do Polski po dwudziestu latach i chęć zapoznania córki, Uli, z miejscem swego pochodzenia zapoczątkował tę opowieść, wspomnienia Adrianny.


Dodatkowym plusem tej książki niewątpliwie jest jej... hm, jakby to ująć, autentyczność. Nawet jeśli jest to jedyne fikcja literacka, każdy z nas ma w rodzinie jakąś babcię Adriannę, ciotkę Irenę i historie, być może niejedną właśnie, która zamknięta w strych listach i wspomnieniach najstarszych członków rodu, nie powinna ujrzeć już światła dziennego, a którą ktoś chce jednak - choćby częściowo - opowiedzieć młodszym. W pewnym momencie zaczęłam łaknąć więcej. Myślałam o nich w ciągu dnia i choć opisów wyglądu w tej książce (przynajmniej do pewnego momentu) jest stosunkowo niewiele, tak z każdym kolejnym słowem obraz bohaterów w mojej głowie stawał się coraz bardziej wyraźny i... utrwalił się na tyle, że po skończeniu lektury wciąż istnieje, niemniej żywy. Miałam dwoje przypuszczenia odnośnie pewnych tajemnic, które nie pokrył się z opisanym wydarzeniami i chyba to jest w tym wszystkim najlepsze - czytam, chcę więcej... i nie rozczarowuje mnie to, co jest dalej.

Pewnie, że jest tutaj kilka mankamentów. Mając świadomość tego, że są to lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku niektóre "teksty" wydawały mi się nieadekwane do tamtego okresu, z początku było mi ciężko przebrnąć przez opowieść, w której niemal brak jest dialogów i w pewnym momencie chciałam na głos pytać "kiedy przyjedzie ta Ula, bo o nią tu miało chodzić". Ostatecznie główną bohaterką jest tu jednak Adrianna, a i dialogi się przecież pojawiły.

Myślałam też, że dwa tomy tej powieści sprawią, że jeden będzie historią Ady, przeszłości, drugi zaś Uli, która będzie to wszystko przekładać na swoją teraźniejszość... Tymczasem tom drugi to nic innego jak kolejny rozdział następujący po (tomie) pierwszym, stanowiący kontynuację niedopowiezianych (opowiadaniach 17-latce) historii.

Niemniej jednak, choć nie do końca chciałam tego stwierdzenia tutaj użyć, moim zdaniem jest to jedna z najlepszych polskich powieści, jaką w życiu czytałam. Ba! Chyba jest najlepsza. Gdybym częściej na takie trafiała myślę, że dużo łatwiej szło by mi wyzbycie się awersji do rodzimych autorów. Zdecydowanie jest to też najlepsza książka, jaką czytałam w tym roku. Pani .... wysoko postawiła poprzeczkę.

Naprawdę polecam.


17:49:00

Lena Wolska - Wróżka z gwiezdnego pyłu

Lena Wolska - Wróżka z gwiezdnego pyłu
 

Jak już wiecie (bo przecież Wam o tym mówię ;)), lubię od czasu do czasu sięgnąć po książki dla dzieci. Bynajmniej nie sama, a z tymi najmłodszymi właśnie.

Przyznaję, że Wróżka z gwiezdnego pyłu przyciągnęła mnie niczym innym jak aspektem czysto wizualnym, choć nie jestem fanką niebieskiego koloru. Ale w grafice dla dzieci mam ostatnio dziwną "fazę" na bajkowe krainy. Takim oto sposobem - tadam.
O sztuce dobrego życia dla najmłodszych
Mała Hania od zawsze marzyła o tym, by zostać wróżką. Wesoła i bystra dziewczynka pragnęła opiekować się innymi, nieść pomoc potrzebującym i sprawiać, by świat stał się lepszym miejscem. Spotkanie z wilkiem Albertem – stuletnim mędrcem i opiekunem lasu, który opowiada jej o Gwiezdnym Pyle – staje się początkiem niezwykłej podróży. Dziewczynka i jej opiekun magicznym sposobem przemieszczają się od Tatr po Morze Bałtyckie, a w każdym z miejsc czeka na nich nowy nauczyciel… Ich nauki mówią o tym, jak dobrze żyć, dostrzegać piękno, znaleźć w sobie siłę i ufność w to, co przyniesie los. Czy Hania je zrozumie i podąży za radami Magów? Czy odkryje źródło i tajemnicę Gwiezdnego Pyłu? Podróż w głąb siebie nie zawsze jest prosta…

– Spójrz, Haniu. To jest właśnie Absolut – powiedział wilk.
– Co to jest Absolut, Albercie? – zapytała Hania, patrząc na swojego mądrego towarzysza.
– Ten zachwyt, jaki czujesz, kiedy kierujesz wzrok na coś tak pięknego – odpowiedział spokojnym głosem. – W każdej rzeczy i w każdej istocie jest to samo piękno. Patrząc właściwie, jesteś w stanie zobaczyć je we wszystkim, co cię otacza. Łatwiej je jednak dostrzec, spoglądając na zachodzące słońce, które oblewa swoim kolorem cały świat.

Przy okazji jakiejś recenzji, do której zajrzałam tuż przed tym, zanim sama zaczęłam tę książkę czytać zauważyłam pewien zarzut odnoszący się do tego, że książki dla dzieci w pewnym momencie przestały mieć sens, a zaczęły być wypełnione humorem. Może "sens" to złe słowo, bo chodzi bardziej o lekcje i morały, ale jedno jest pewne: humor przede wszystkim. Chwała Bogu, że ja na takie pozycje raczej nie trafiam!

Abstrahując od opisu z okładki, Wróżka z gwiezdnego pyłu to opowieść o życiu, o sile miłości, kształtowaniu osobowości i pięknie, które każdy z nas nosi w sobie, często będąc tego nieświadomym.W dodatku napisana w sposób, który pozwolił mi wyobrazić sobie babulinkę siedzącą przy kominku i jej wnuczki, z gorącą czekoladą w ręku, zasłuchane w historii, którą z całą pewnością sami kiedyś będą opowiadać swoim potomkom... 

Polecam, nie tylko dla dzieci. A może, mając na względzie sens tej opowieści, szczególnie właśnie polecam ją dorosłym.


20:24:00

Julia Samadi - Słońce Tebrizu

Julia Samadi - Słońce Tebrizu

Czytałam w życiu kilka książek o tematyce miłości polsko - arabskiej i choć skłamałabym mówiąc, że jestem tym zafascynowana, a każda kolejna tego typu pozycja niesie za sobą nowe, niespodziewane wydarzenia... chętnie sięgam po kolejne. Z pełną jednak świadomością tego, że wszystkie te historie oparte są na podobnym schemacie, który - gdyby czytać zbyt wiele pozycji po sobie - mógłby się w pewnym momencie zbyt mocno wryć i po prostu znudzić. 

Wydaje mi się, że czytając pierwszy z opisów Słońca Tebrizu czułam, że to jednak inna historia. 

Julia jest ciężarną żoną Adama - niebieskookiego blondyna, który za żoną i nienarodzonym jeszcze dzieckiem poszedłby najpewniej w ogień bez mrugnięcia okiem. Ot, małżeńska relacja. Urlop za miastem, piękne okoliczności przyrody, hamak w zielonym ogrodzie, śpiew ptaków, błogi sen... i widmo przeszłości, które wraca coraz częściej. Widmo czarnych oczu patrzących z miłością, w których jej własne zatapiały się przez lata, choć widziały je ledwie dwa razy. Ale topić się można i zakochać nie w gestach a słowach, nie tyle w człowieku, co w osobowości. I trochę tak było. Trochę, to za mało powiedziane. 

Julia poznała Madżnuna przypadkiem. Miała piętnaście lat, dostęp do sieci i inne od pozostałych uczestników forum zdanie na temat poruszonego pewnego dnia wątku muzycznego. I kiedy chciała się nim podzielić, kiedy przed opublikowaniem zobaczyła, że wyjął jej słowa z ust, zamiast na forum - napisała do niego. Nie wiedząc kim, skąd i jaki jest. Był po prostu podobny, ciekawy, intrygujący. Tak inny, choć tak bardzo podobny do niej samej. I jakoś to poszło. 

Słońce Tebrizu to najprościej mówiąc opowieść o przeszłości, której nie da się zostawić za sobą. O miłości, która w pewien sposób nas ściga i o tym, że dawne pragnienia nie umierają. O tym, że uczucia nie gasną z upływem czasu i tym, że - jak to kiedyś napisano w sieci - to nie czas rozdziela ludzi, tylko brak miłości. 

Jest to opowieść prowadzona na kilku płaszczyznach - teraźniejszości, w której Julia jest dorosłą kobietą, żoną i matką, borykającą się z przeszłością (choć nie jestem do końca pewna czy "borykająca się" to dobre określenie, najpewniej nie), nastolatki, w której rodzi się uczucie i kogoś pomiędzy - dziewczyny, która kocha, choć jest to uczucie dla niej i jej otoczenia wysoce niezrozumiane. Bo jak to tak, na odległość, na przekór kulturze, pochodzeniu? 

Przyszło mi na myśl, by napisać tu - "fajny sposób przekazu", ale wydaje mi się to być zbyt infantylne w kontekście tej naszpikowanej emocjonalnością powieści. W dodatku! Na samym wstępie możemy przeczytać krótką historię tytułu i dowiedzieć się, że jakkolwiek niemożliwym by się to wydawało - ta historia wydarzyła się naprawdę. 

Zdecydowanie jest to jedna z tych powieści, która zmusza do myślenie i głębokich oddechów. Ale warto. Polecam.

09:49:00

Małgorzata Friedel - Moja mama jest aniołem

Małgorzata Friedel - Moja mama jest aniołem


Siadam z herbatą, biorę głęboki oddech i... postaram się opowiedzieć Wam o pewnej książce. Zanim jednak zacznę chciałabym na wstępie uzmysłowić Wam, że będzie to dość ciężka opowieść. 

Celem tej książki, co z resztą zostało ujęte już na okładce, jest opisać niewypowiedziane. Bo jakże by inaczej traktować historię umierającej matki, opowiadaną przez jej własne dziecko?

14:00:00

Literacki debiut roku - Novae Res

Literacki debiut roku - Novae Res

Hej hej! 
Nie wiem czy wiecie, ale 19 lutego rozpoczął się nabór tekstów do VI edycji konkursu „Literacki Debiut Roku” organizowanego przez Wydawnictwo Novae Res pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zadaniem konkursu jest wyłonienie w danym roku kalendarzowym najlepszej powieści, która nie była dotychczas nigdzie publikowana w wersji drukowanej.

Jako że od kilku lat obserwuję ten konkurs, mocno trzymając kciuki za jego uczestników, chciałam Was gorąco zachęcić do wzięcia udziału.

Termin nadsyłania prac upływa 14 kwietnia 2017 roku. (macie więc jeszcze trochę czasu, na ostatnie szlify :)) Wyniki konkursu zostaną ogłoszone 30 lipca. 

10:24:00

Zaczytaj się na Walentynki!

Zaczytaj się na Walentynki!

Hej hej!

Święto zakochanych zbliża się wielkimi krokami, a nie od dziś wiadomo, że najlepszym prezentem jest... książka! Na zaczytani.pl trwa promocja, w której książki z literatury kobiecej i obyczajowej możecie zakupić z upustem -40%. 

Wspólnie z wydawnictwem NovaeRes: zapraszam!